czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 24

Damon

    Leżałem na hotelowym łóżku w pokoju wynajętym przez Charlotte, oczywiście nie wyszedłem wczoraj, zostałem na noc i przez długie godziny kłóciłem się z wampirzycą. Doprowadzała mnie do szału, miałem ochotę skręcić jej kark, ale nie zrobiłem tego, ponieważ za bardzo ją kocham. Obserwowałem każdy jej ruch, chodziła po pomieszczeniu spoglądając na mnie morderczym wzrokiem, miała na sobie tylko białą, koronkową bieliznę i brązowy, cienki szlafrok. Wyglądała cholernie seksownie, ale ja udawałem, że ani trochę jej ubiór mnie nie rusza. W wampirzym tempie położyła się koło mnie, przechyliłem głowę w jej stronę, skrzywiła się i powiedziała.
- Nudzę się.
Przejechała powoli dłonią po moim torsie puszczając mi uwodzicielskie oczko, wspięła się na mnie i bez namysłu wbiła swoje wargi w moje. Głupi ja oddałem jej pocałunek, gdy zaczęła podwijać moją koszulkę do góry zdałem sobie sprawę z tego, że dalej zajść to nie może. Nie mogę pozwolić jej wygrać, zepchnąłem ją z siebie, mruknęła pod nosem niezadowolona.


- Daj spokój Damon, przecież wiem, że tego chcesz.
Owszem chce tego, ale poczekam aż wrócisz do normy kochanie. Poza tym uwodzenie bez uczuć to moja dziedzina i nikt mnie w niej nie pobije.
- Uspokój hormony koteczku, bo cię zamknę w łazience.
Z premedytacją przywaliła mi pięścią w ramię, pokręciłem bezradnie głową.
- Pieprzony idiota!
Warknęła wstając, podeszła do szafy, wyciągnęła z niej czarną, obcisłą, kończącą się przed kolanami sukienkę, do tego wysokie czarne szpilki i maskę. Obiecałem Klausowi, że będę miał na nią oko podczas balu maskowego, dlatego niechętnie zwlekłem się z łózka i zacząłem się również szykować.

Charlotte

     Trzy godziny później stałam już w salonie pełnym wampirów, wszyscy oprócz mnie bawili się świetnie. Nudziłam się i na ogonie miałam Damona i Stefana, obserwowali każdy mój ruch i nie pozwalali się zgubić, cholerne wrzody na dupie. Nagle poczułam rękę na swoim ramieniu, złapałam ją i wykręciłam, gdy się obróciłam ujrzałam Michaela, który krzywił się z bólu, puściłam go i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Agresywna dziewczynka.
Stwierdził uśmiechając się do mnie zadziornie, pewnie kiedyś odpowiedziałabym mu coś głupiego i śmialibyśmy się z tego, ale teraz nie miałam zamiaru.
- Posłuchaj przystojniaczku.
Przybliżyłam swoje usta do jego ucha i krzyknęłam.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj.
Odskoczył ode mnie przykładając dłoń do ucha, w którym pewnie mu strzykało, popatrzył się na mnie z zaciśniętymi zębami, mogę się założyć, że miał ochotę mi przywalić. Zaśmiałam się widząc jego minę, rozbawiona odwróciłam się na pięcie i udałam przed siebie. Zatrzymałam się przy stoliku z przystawkami, wzięłam truskawkę zamoczyłam ją w czekoladzie i ugryzłam. Była cholernie dobra, dlatego sięgnęłam po jeszcze.


Rozglądając się dookoła zauważyłam ojca gruchającego z Caroline, Elijah rozmawiającego z siostrą i Jessice przystawiającą się do Damona. Wywłoka ponownie próbowała go uwieść, ale z tego co widzę nie udawało jej się to, bez zastanowienie ruszyłam w ich stronę, pokażę tej kurwie, że on jest tylko mój. Nigdy więcej już na niego nie spojrzy, zadbam o to.
- Wypad stąd Jessica.
Odsunęłam ją od wampira, stanęłam przed nim piorunując spojrzeniem brunetkę, która zarzuciła swoje włosy do tyłu i uśmiechnęła się kpiąco do mnie.
- Proszę, proszę, kogo ja tu widzę, Panienka wybrakowana Mikaelson.
Chyba każdy na sali czuł jej sarkazm, nienawidziła mnie tak samo jak ja jej. Gdyby nie Klaus zabiłabym ją już dawno temu, choć dzisiejszy wieczór  idealnie nadaje się na zabójstwo.
- Przymknij się jeśli chcesz jeszcze pożyć.
Już miałam zrobić krok w jej stronę gdy nagle silne ramiona Damona objęły moją talie i przysunęły do siebie. Nie lubiłam jak ktoś mi w czymś przeszkadzał, ale teraz miałam okazję pokazać też szmacie kto tu rządzi.  Odwróciłam się do niego przodem, wplątałam smukłe palce w jego włosy i wzbiłam swoje usta w jego, po chwili nasze wargi zaczęły ruszać się synchronicznie, ten pocałunek był dziki i namiętny. Kiedy się od siebie oderwaliśmy zauważyłam jak ta duża żyła na czole wampirzycy zaczęła pulsować, wyrwałam się Salvatore i podeszłam do niej.
- On jest mój i jak jeszcze raz cię koło niego zobaczę to zabiję.
Wysyczałam jej do ucha i stwierdziłam.
- Idę się napić.
Ruszyłam przed siebie wolnym krokiem, oczywiście w moje ślady poszedł Stefan i Damon.

Damon

    Czy ona naprawę była o mnie zazdrosna czy tylko udawała? Musiałem się tego dowiedzieć, w końcu jeśli poczuła ukucie zazdrości była na dobrej drodze do włączenia człowieczeństwa. Podszedłem do barmana i poprosiłem dwie szklanki whisky, postanowiłem napić się ulubionego trunku mojej ukochanej.
- Byłaś zazdrosna?
Zapytałem ni stąd ni zowąd kiedy do mnie podeszła, zaśmiała się kpiąco i powiedziała.
- Ja zazdrosna? Chciałbyś.
Przewróciła teatralnie oczami, wiedziałem, że właśnie mnie okłamuje i nie podobało mi się to. Podałem jej szklankę, którą od razu ujęła swoją dłonią.


- Dzięki.
Upiła dwa małe łyki spoglądając raz na mnie, a raz na Stefana, który stał koło nas i  nie odzywał się od dłuższego czasu. Jego zachowanie trochę mnie dziwiło, ale pewnie doszedł do wniosku, że mam sam się męczyć z Charlotte.
- Co ty kombinujesz?
Nagle mój kochany braciszek zwrócił się do wampirzycy, która popatrzyła się na niego unosząc jedną brew do góry.
- Rozmyślam jak wbić ci kołek w dupę.
Zaśmiałem się pod nosem, musicie mi przyznać rację, że to było zabawne, a mina Stefana, który nie wiedział co ma jej odpowiedzieć była bezbłędna. Śmiałe się do czasu, aż blondyn wstał i skierował się w stronę brunetki, wypiła trunek do końca i postawiła pustą szklankę na stole.
- Prędzej czy później dowiem się co ukrywasz.
Powiedział pewnym tonem głosu, nie wiedziałem o co mu chodzi. Czyżby zauważył coś czego ja nie byłem w stanie dostrzec?
- Radzę ci nie wpierdalać się w nie swoje sprawy, to zawsze niesie za sobą konsekwencję.
Nic z tego nie rozumie i domagam się abyście obydwoje przestali. Niby co ona mogła ukrywać? Dlaczego Stefan chce to wiedzieć? To jest cholernie zakręcone i dziwne.
- Grozisz mi?
Zapytał przyglądając się jej uważnie, wzruszyła ramionami, a jej oczy nagle zmieniły barwę z brązowej na czarną. Przełknąłem głośno ślinę, wiedziałem doskonale co się może zaraz stać.
- Taaa.
Obydwoje patrzeli na siebie morderczym wzrokiem, odkąd Charlotte podszyła się pod Katherine wampir nie darzył jej za wielką sympatią, choć mi się wydaje, że to nie jest powód zmiany nastawienia Stefana do niej.
- Bracie odpuść.
Poprosiłem patrząc się na niego, mruknął coś pod nosem i machnął zrezygnowanie ręką w powietrzu, wampirzyca uśmiechnęła się zwycięsko i odwróciła w moją stronę. Idąc oparła dłonie na pasie i bujała lekko tyłeczkiem, znów zaczęła mnie uwodzić.
- Zatańcz ze mną Damon.


Rozkaz to rozkaz, wyciągnąłem do niej dłoń, którą ona ujęła swoją, przyciągnąłem ją do siebie i udałem się na środek pomieszczenia, gdzie tańczyli inni. Zarzuciła swoje ręce na mój kark, objąłem jej talie i przycisnąłem ją do swoje torsu, zacząłem kołysać się z nią w rytm muzyki. Nasze usta dzieliły zaledwie centymetry, miałem nieziemską ochotę ją pocałować, ale nie zrobiłem tego, wolałem trzymać ją na dystans. Przetańczyliśmy razem trzy piosenki, kiedy podwładny Klausa powiedział Charlotte coś do ucha, kiwnęła głową i odsunęła się ode mnie.
- Zobaczymy się w hotelu.
Stwierdziła i zniknęła mi z pola widzenia.

Charlotte

      Przepychałam się przez tłum wampirów dobre pięć minut, nie wiedziałam po jaką cholerę Caroline chce się ze mną spotkać. Gdy w końcu dotarłam do pokoju, w którym na mnie czekała, zauważyłam ją siedzącą na skórzanym fotelu, spoglądnęła na mnie z uśmiechem na twarzy. Stanęłam przed nią, czekałam aż zacznie mówić.
- Cieszę się, że przyszłaś.
Oznajmiła, a ja przewróciłam oczami, nie miałam ochoty na słodką rozmowę z macochą.
- Czego chcesz?
Zapytałam, ponieważ chciałam by przeszła już do setna sprawy, nie lubiłam oczekiwania na konkrety.
-  Klaus twierdzi, że sama dojdziesz do siebie, ale ja mu nie wierzę.
Tylko to chciałaś mi powiedzieć? Mogłaś to zrobić na sali, przynajmniej nie musiałbym się tu fatygować, marnujesz tylko mój cenny czas blondyneczko.
- Wybacz mi Charlotte.
Już miałam się spytać co mam jej wybaczyć, gdy nagle wyciągnęła strzykawkę w werbeną i skierowała ją w moją szyję, odskoczyłam w ostatniej chwili przeklinając pod nosem. Popełniłaś właśnie wielki błąd kochaniutka.
- Wiedziałam, że blondynki są pojebane, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.
Z zaskoczenia wyrwałam jej strzykawkę i rzuciłam ją w kąt, złapałam ją za włosy i zaczęłam ciągnąć je mocno, Caro zapiszczała z bólu.


Złapała moją rękę, próbowała się uwolnić, ale nie dała rady byłam silniejsza od niej. Pociągnęłam ją jeszcze bardziej, krzyknęła prosząc bym ją puściła.
- Zamknij się!
Rozkazałam, zdziwiłam się gdy mnie posłuchała, popchnęłam ją na ścianę i zacisnęłam dłoń na jej szyi. Kiedy chciałam ją podnieść usłyszałam coś dziwnego, przyglądałam się jej uważnie poluźniając uścisk. Zabrałam swoją rękę i sama nie wiem czemu położyłam ją na brzuchu Caroline, moje oczy poczerniały, gdy uświadomiłam sobie, że to bicie małego serduszka, a przed oczami pojawił się obraz dziecka.
- Nie wierzę, to nie może być prawda!
Wrzasnęłam odsuwając się od niej, nie mogłam pojąć w jaki sposób to się stało.
- Ja pierdole ty jesteś...
Nie potrafiłam dokończyć, wpatrywałam się w nią zszokowana, ona zaś położyła dłonie na brzuchu i westchnęła ciężko.
- Nie możesz mu powiedzieć Charlotte.
Kobieto czy ty myślisz, że to nie wyjdzie na jaw? Ogarnij się Caroline, za niedługo spuchniesz i będziesz wyglądać jak wielki balon.
- Myślisz, że pobiegnę do niego i mu powiem? Nie obchodzą mnie wasze sprawy.
Po tych słowach wyszłam z pokoju zostawiając ją samą. Moje myśli krążyły cały czas wokół tego czego się dowiedziałam.


Następnego dnia rano gdy się obudziłam nie było koło mnie Damona, pewnie udał się na małą przechadzkę po mieście z Stefanem. Przeciągnęłam się i leniwie zwlekłam się z łózka, w drodze do łazienki usłyszałam dzwonek swojego telefonu, podeszłam do niego, zauważywszy na ekranie kto do mnie dzwoni tak wcześnie zacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Cześć tato.
Powiedziałam usadawiając swoje cztery litery na miękkiej kanapie.
- Jak się trzymasz kochanie?
Zapytał, choć powinien wiedzieć jak się teraz czuję, przez niego czasem mam ochotę sama siebie wsadzić do rakiety i wysłać na marsa. Ostatnie dni dały mi ostro w kość.
- Dobrze, choć nie potrafię dłużej oszukiwać Damona.
Wiedziałam, że nie mogę powiedzieć mu prawdy, ale z drugiej strony moje serce pękało za każdym razem gdy widziałam smutek w jego oczach.
- Wytrzymaj jeszcze trochę, za niedługo to się skończy.
- Tato naprawdę nie mogę mu powiedzieć?
Miałam nadzieję, że pozwoli mi o wszystkim mu wyjawić, przecież Salvatore nikomu się nie wygada.
- Nie kochanie.
- Przecież on nikomu nie powie Klaus.
Stwierdziłam poważnym tonem głosu, on mnie nie rozumiał i to mnie wkurzało.


Pod drugiej stronie zapadła cisza, mój ojciec nie odzywał się dłuższą chwilę, ale gdy już to zrobił czekałam na najgorsze.
- Daj mi jeszcze tydzień.
- Dobrze, będę udawała jeszcze tydzień, że wyłączyłam uczucia, ale ani dnia dłużej.
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko, gdy się odwróciłam zamarłam, ujrzałam Damona stojącego z skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej, patrzył się na mnie, był wkurzony.



______________
Wiem, że rozdział nudnawy, ale ostatnio moja wena mnie opuściła i skubana nie chce wrócić. ;/ 
Mam nadzieję, że końcówka was usatysfakcjonuje. :) 
Poza tym spodziewaliście się tego? 
Życzę wam moje kochane miłego czytania i pozdrawiam was serdecznie. :) 

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 23

Damon

     Wytrzymanie całej nocy z Charlotte było nie do wykonania, nerwy puściły mi po trzech godzinach. Była strasznie nieznośna i wredna, muszę przyznać, że była gorsza od Eleny  kiedy ta straciła człowieczeństwo. Stałem przed drzwiami do jej tymczasowego pokoju i zastanawiałem się czy mam tam wejść, pewnie znowu rzuci się na mnie i skręci mi kark bym tylko się do niej nie odzywał, a tym bardziej dotykał. Po moim wyjściu wczoraj wraz z Klausem ustaliliśmy dyżury, ja na pierwszy ogień, później Michael, a na końcu on sam. Oczywiście by osłabić wampirzyce postanowiliśmy nie dawać jej na razie krwi, każdy z nas zastanawiał się jak daleko sięga jej nadzwyczajna moc. Westchnąłem cicho pod nosem i rozkazałem czarnoskóremu chłopakowi otworzyć drzwi, gdy to zrobił wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać, Charlotte nie było w pokoju.
- Czego znowu kurwa chcesz Damon?
Krzyknęła z łazienki, która była połączona z sypialnią, długo nie myśląc udałem się tam i gdy zobaczyłem stojącą ją nago, przełknąłem głośno ślinę, ten widok zawsze na mnie działał.


Musiałem się powstrzymać by się na nią nie rzucić, cholernie mnie pociągała. Jej mokre włosy, miękkie usta, idealne kobiece kształty, długie nogi, była przepiękna i najlepsze jest to, że doskonale zdawała sobie z tego sprawę i potrafiła to wykorzystać. Mimowolnie zrobiłem dwa kroki ku niej, ale zatrzymałem się gdy skarciłem się w myślach, nie mogłem jej ulec.
- Ubierz się.
Rozkazałem jej, a ona tylko przewróciła oczami i oznajmiła.
- Nie mam ochoty się ubierać.
W wampirzym tempie stanąłem przed nią i przejechałem dłonią po jej policzku, stała niewzruszona patrząc się na mnie.
- Proszę Cię kochanie ubierz się.
Zacisnąłem zęby, bałem się, że zaraz mnie poniesie i nie będę w stanie się od niej oderwać.
- Nie mów do mnie kochanie!
Wysyczała i ominęła mnie, odetchnąłem z ulgą gdy opuściła łazienkę, poczekałem dziesięć minut i wróciłem do pokoju. Charlotte stała już ubrana w obcisłe czarne jeans i niebieską bluzkę na krótkim rękawku, jej lokowane włosy swobodnie opadały na ramiona. Po chwili usiadła na fotelu i wyjęła telefon z kieszeni zaczęła w niego stukać kompletnie mnie ignorując.

Charlotte

    Byłam cholernie głodna, moje żyły zaczynały pulsować niemiłosiernie, do tego strasznie się nudziłam. Damon nachylił się nade mną i uśmiechnął do mnie delikatnie, miałam ochotę go odepchnąć, ale ujął moje ręce w swoje i powiedział.
- Ja nie wiem czemu ją pocałowałem, nie pamiętam tego kochanie, ja kocham tylko ciebie.
Skończyłem pierdolić? Ja nie mam zamiaru tego słuchać, pocałowałeś tą kurwę na moich oczach i teraz się tłumaczysz. Jesteś pojebany jeśli sądzisz, że mnie to aktualnie interesuje.
- Nie obchodzi mnie to, jak dla mnie możesz do niej wrócić.
Powiedziałam to co właśnie myślałam, wampir skrzywił się i pokręcił bezradnie głową, nie wiedział jak ma ze mną postępować. Wyprostował się i zrobił parę kroków w tył, ni stąd ni zowąd rozciął swój nadgarstek, a ja aż się poderwałam, pragnęłam krwi jak nigdy do tych czas. Nagle stanęłam przed nim, moje oczy poczerwieniały, a kły wydłużyły się, gdy chciałam złapać jego rękę przemieścił się na drugą stronę pokoju. Nienawidzę jak ktoś się ze mną bawi w kotka i myszkę.
- Postaraj się trochę jeśli tego chcesz.
Uniósł dłoń po której ciekła krew, nie zapominajmy, że to wampir, któremu rany szybko się goją, dlatego też kiedy po rozcięciu nie było śladu, ponownie wbił kły w żyły. Jego postępowanie wyprowadzało mnie z równowagi, powinien wiedzieć, że głodnego krwiopijcy się nie drażni, rzuciłam się na niego, ale on sprytnie mnie uniknął, byłam słaba.
- Ja pierdole przestań mnie wkurwiać.
Zapukał w drzwi, które po chwili się otworzyły, pomachał mi na pożegnanie z głupim uśmieszkiem na mordzie i zostawił mnie samą wściekłą. Nienawidzę go, nienawidzę!


Rebekah

      Po tym jak Damon opuścił posiadłość, a Klaus wraz z Caroline udali się na wykwintny obiad, postanowiłam odwiedzić naszą więźniarkę, pewnie samej jej się tam nudziło, poza tym miałam niecny plan z którego nikt nie będzie zadowolony. Tak jak podejrzewałam Johny wartownik nie miał zamiaru otworzyć mi drzwi, Klaus zabronił mu wpuszczać innych, wejść mogli tylko Michael i Damon. Nie zastanawiając się ani minuty dłużej skręciłam mu kark, przekręciłam klucz i wparowałam do środka. Charlotte siedziała na łóżku, spoglądnęła na mnie obojętnym wzrokiem.
- Przyszłam z odsieczą.
Powiedziałam dość miłym tonem głosy, uśmiechałam się od ucha do ucha. Robienie Klausowi na złość zawsze mnie ogromnie bawiło, można powiedzieć, że było to takie moje małe hobby.
- Jasne.
Wysyczała i szybko dodała.
- Myślisz, że Ci uwierzę?
Pomyślałam już wcześniej o tym, dlatego też miałam zamiar użyć mocnych argumentów, które przekonają ją do tego by mi zaufała, w końcu chciałam jej pomóc powinna to docenić.
- Wypuszczę Cię, ale pod jednym warunkiem.
Spoglądnęła na mnie kątem oka i oczekiwała, aż zacznę mówić czego chce w zamian. Zaklaskałam parę razy w dłonie i oznajmiłam uradowana.
- Dasz mi trochę swojej krwi.
Uniosła brew do góry, zastanawiając się nad moją propozycją. Pewnie nie miała pewności czy dotrzymam słowa i po wszystkim ją wypuszczę.
- Skąd mam wiedzieć, że nie blefujesz kretynko?
Czemu ona jest tak strasznie podejrzliwa? Podeszłam do drzwi i otworzyłam je szeroko, oczywiście stanęłam w przejściu by przypadkiem nie przyszło jej do głowy uciec i nie dać mi tego czego pragnę.
- Teraz mi wierzysz?
Zapytałam, wampirzyca zaczęła chodzić wte i wewte, ale po chwili podeszła do stolika nocnego na którym stała szklanka, rozerwała kłami swój nadgarstek i napełniła krwią naczynie odstawiając je ponownie koło łóżka. Odsunęłam się od wejścia pozwalając jej wyjść, w wampirzym tempie wybiegła z pokoju, ja zaś wypiłam życiodajny płyn i opuściłam pomieszczenie.


   Parę godzin później siedziałam na masce samochodu Klausa, chciałam mu powiedzieć radosną nowinę o ucieczce jego córeczki. Pierwotny wybiegł z posiadłości, rozmawiał z kimś przez telefon, gdy mnie ujrzał rozłączył się, schował komórkę do kieszeni i spiorunował mnie spojrzeniem.
- Rusz swoją dupę muszę jechać.
Warknął na mnie, a ja zamiast zejść uśmiechnęłam się szeroko i puściłam mu kpiące oczko. Jego wyraz twarzy był bezcenny.
- Rebekah nie żartuję złaś.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej oczekując, aż ustąpię, ale ja nie miałam najmniejszego zamiaru tego robić.
- Uspokój się braciszku, wykonałam zadanie tak jak mnie prosiłeś.
Oparł się rękoma o maskę i westchnął cicho pod nosem, pewnie doskonale o tym wiedział i nie potrzebnie go uświadamiałam o tym.
- Przecież wiem, ale muszę być wiarygodny inaczej nasz plan się posypie.
Oznajmił prostując się i uśmiechając cwanie, pierwszy raz w życiu ja i Klaus tak dobrze ze sobą współpracowaliśmy, to było miłe uczucie.


Charlotte

     Następnego dnia popołudniu obudziłam się w prześlicznym hotelu w Nowym Orleanie. Pewnie zastanawiacie się czemu wybrałam miasto, w którym każdy mnie znam. Otóż odpowiedź jest całkiem prosta, chciałam by donieśli ojcu, że tu jestem, a gdy on będzie tu jechał mam zamiar się zmyć. Pobawię się z nim i resztą w kotka i myszkę, to będzie zabawne. Wstałam leniwie z łózka i udałam się na orzeźwiający prysznic, który zajął mi dosłownie piętnaście minut, ubrałam na siebie świeżą bieliznę i rzeczy które kupiłam po drodze, czarne rurki i czerwoną bluzkę. Upięłam włosy jak nigdy w kok i zarzuciłam na nogi swoje czarne z czerwoną podeszwą wysokie szpilki. Miałam zamiar wyjść na miasto i trochę zaszaleć, ale nagle mój telefon odezwał się, podeszłam do niego, spoglądnęłam na wyświetlacz na którym pisało Katherine. Odebrałam i poważny tonem głosu powiedziałam.
- Czego?
Pierwsze co usłyszałam w słuchawce to szum aut, a później przekleństwa, dopiero na końcu swoją matkę.
- Mam pomysł jak Cię uwolnić.
O mamusiu Twój zapłon jest straszny, pięć razy bym już sama coś wykombinowała. Jak można tak wolno myśleć?
- Jestem w Nowym Orleanie, wolna.
Rzuciłam od niechcenia, Kat zaśmiała się i uradowana oznajmiła.
-  Będę za parę godzin.
Nie jesteś mi tu potrzebna, więc siedź sobie w Mystic Falls z Stefanem i się ode mnie odwal kobieto. Nie potrzebuję zbędnego bagażu do szczęścia.
- Po co?
Zapytałam, a Katherine aż się za jąkała, oczywiście musiałam trochę poczekać za nim mi odpowiedziała.
- Nie chcesz bym przyjechała? Poszalejemy razem, wypijemy litry krwi.
Ta oferta brzmiała przekonująco, od kiedy wyłączyłam uczucia mogłam bawić się non stop bez żadnej przerwy.
- Rób jak chcesz.
Przecież ja nie będę jej powstrzymywać, jeśli chce to niech przyjedzie, a jeśli nie to mam to w dupie, nie zależy mi.
- Za niedługo się zobaczymy.
- Taaa.


Nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłam się, rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam się zastanawiać czy wpierw udać się do baru czy iść na zakupy, potrzebowałam ciuchów. Wyciągnęłam kluczyki do auta z torebki i zostawiłam je na szklanym stole, komórki też nie miałam zamiaru ze sobą brać, wyszłam z pokoju i udałam się na zakupy.

Klaus

   Dostałem, aż trzy telefonu z informacją, że Charlotte obecnie przebywa w Nowym Orleanie. Od początku wiedziałem, że się tam uda, to raj dla wampira, który wyłączył uczucia, mógł się tam wyszaleć i pozbawiać turystów krwi. Moja córka była strasznie przewidywalna, ale chyba zapomniała, że Elijah nie da jej spokoju, w końcu on też jest świadom stanu, w  którym się aktualnie znajduje, powiedziała, że się nią zajmie do mojego przyjazdu. Musiałem oznajmić Caroline, że wieczorem odpuszczamy Mystic Falls, nic nas już tu nie trzymało, oczywiście za nim to zrobimy postanowiliśmy spędzić tylko we dwoje popołudnie. Blondynka splątała nasze palce, uśmiechała się szeroko idąc wolnym krokiem przed siebie.
- Gdzie idziemy?
Zapytałem ciekawy, ona puściła do mnie oczko i cmoknęła w policzek. Nie musiała mi odpowiadać, ponieważ dobrze pamiętam to miejsce, tutaj pierwszy raz się kochaliśmy.
- Pamiętasz?
- Tak.
Stanąłem naprzeciw niej i wbiłem swoje wargi w jej, całowaliśmy się namiętnie, moja dłonie zjechały na pośladki wampirzycy, ściskałem je. Caro wplątała swoje smukłe palce w moje włosy i kiedy nasze języki zaczęły toczyć ze sobą walkę ciągnęła mnie delikatnie za końcówki przez co z moich ust wydobył się cichy jęk. Oparłem blondynkę o drzewo, całowałem jej szczękę, szyję i dekolt, jej dłonie jeździły po moich plecach, w końcu mnie poniosło, rozerwałem jej bluzkę. Koronkowy stanik, który miała na sobie pociągał mnie cholernie tak samo jak jej kobiece kształty o których złego słowa nie mogłem powiedzieć. Złapała mnie za włosy i przyciągnęła do siebie łącząc nasze usta.


Po niesamowitym stosunku postanowiłem robić to z nią częściej, ostatnio nie mieliśmy czasu dla siebie, seks i wspólne romantyczne chwile zostały odłożone na dalszy tor.
- Kocham Cię.
Szepnęła mi do ucha, objąłem ją w tali i przycisnąłem do swojej umięśnionej klatki piersiowej.
- Ja Ciebie też.

Damon

   Nie mogłem usiedzieć w domu gdy się dowiedziałem gdzie przebywa moja ukochana. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy, gotowy do drogi zostałem zatrzymany przez Stefana, który oznajmił, że jedzie ze mną. Było mi to nie na rękę, ale wpakował mi się do auta i nie chciał wyjść, takim sposobem zabrałem go ze sobą. Byliśmy już w połowie drogi, oczywiście mój brat jak zawsze zaczął wypytywać się mnie czy mam jakiś plan działania.
- Stefan przymknij się bo Cię wysadzę.
Oznajmiłem podirytowany jego ciągłym gadaniem, jakby nie mógł na chwilę zamilknąć. Sam jeszcze nie wiedziałem w jaki sposób odmienić Charlotte, będzie działał impulsywnie to najlepsza strategia jak dla mnie.
- Damon zdajesz sobie sprawę z tego, że z nią nie pójdzie tak łatwo jak z Eleną?
Głupie pytanie pewnie, że o tym wiem, dlatego też nie potrafię wymyślić sensownej metody.
- Wiem Stefan, jak jesteś taki mądry sam coś wymyśl.
Ciekawe czy mój braciszek coś wykombinuje, jak na razie to tylko podnosi mi ciśnienie i nie daje w spokoju prowadzić. Podrapał się po karku udając, że myśli intensywnie, przewróciłem oczami oczekując na jego wypowiedź.
- Może spróbujesz pokazać jej jak to jest mieć uczucia, co czuła gdy ją dotykałeś gdy je miała, itd.
To nie było najlepsze wyjście, ale nie szkodzi spróbować, nie podziałało ono na Elenę, ale na Charlotte może podziałać. Jednak muszę przyznać, że Stefan jak chce to potrafi wymyślić dobre posunięcie.
- Spróbuję, choć...
Nie zdążyłem dokończyć ponieważ mi przerwał.
- Zadziała.
- Jesteś wiecznym optymistą, wkurza mnie to.
Stwierdziłem naśladując jego optymistyczne nastawienie. Po cholerę ja pozwoliłem mu jechać? Byłem głupi, bardzo głupi.


Elijah

   Wiadomość o tym, że Charlotte wróciła rozeszła się jak świeże bułeczki w Nowym Orleanie nic się nie ukryje. Siedziałem w hotelowym pokoju dwieście dziesięć, czekałem na powrót mojej ulubienicy, która z tego co mi wiadomo udała się na zakupy. Jutro odbywa się coroczny bal maskowy na który rodzina pierwotnych musiała się stawić obowiązkowo, w końcu my go wymyśliliśmy parę ładnych lat temu. Po dwóch godzinach usłyszałem piknięcie, drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszła wampirzyca, w dłoniach trzymała z siedem, jak nie osiem siatek. Uśmiechnęła się do mnie sztuczni, położyła rzeczy na łóżku i usiadła na nie zakładając nogę na nogę. Wpatrywała się we mnie swoimi dużymi, brązowymi oczętami, czekała aż zacznę mówić.
- Wiesz, że tak nie może być?
Przewróciła teatralnie oczami, skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i powiedziała.
- Niby jak?
Zapytała udając, że nie rozumie o co mi chodzi. Widziałem, że zachowuje się zupełnie inaczej, była jak druga Katherine, choć podejrzewam, że jeszcze nie ukazała mi wszystkiego.
- Wyłączenie człowieczeństwa słońce, nie było najlepszym posunięciem.
- Oj przestań jęczeć Elijah, jesteś męczący tak samo jak Klaus i Damon. Czemu nie możecie się ode mnie odwalić?
Pewnie, dlatego, że zależy nam na Tobie, powinnaś o tym widzieć. Westchnąłem cicho po nosem, zastanawiałem się czy nie posunąć się tak daleko jak mój brat. Może zamknięcie jej było jedynym wyjściem?
- Chatlotte posłuchaj...
Nie byłem w stanie dokończyć, ponieważ mi przerwała. Zapewne nie miała zamiaru mnie słuchać.
- Jeśli chcesz mi pierdolić o tym, że muszę włączyć uczucia to nawet nie zaczynaj. Nie mam zamiaru tego robić, ani teraz, ani potem. Jeśli nie podoba ci się to jaka jestem nie przychodź tu.
Muszę przyznać, że jej słowa zabolały, zazwyczaj nie chciała się ze mną rozstawać, a teraz oznajmia, że mam się z nią nie widywać. Przysięgam, że zabiłbym bez skrupułów osobę przez którą to się stało.
- Mam nadzieję, że szybko wrócisz do siebie, inaczej niestety będę zmuszony być gorszy niż Klaus.


Po tych słowach wstałem i wyszedłem z pokoju zostawiając ją samą. Miałem jedynie nadzieję, że cokolwiek z tej rozmowy zostanie w jej głowie, a najbardziej moje ostatnie zdanie.

Charlotte

    Po wyjściu Elijah przymierzyłam wszystkie ciuchy, które kupiłam, były idealne i świetnie podkreślały moje kobiece kształty. Postanowiłam, że założę na wieczór czarne rurki z wycięciami na kolanach i pod kieszeniami, krwisto czerwoną bluzkę na krótkim rękawku z czaszką i rock'ową skórzaną kurtkę, do tego kolczyki z ćwiekami i wysokie czarne szpilki. Stanęłam przed lustrem i okręciłam się parę razy, stwierdzam, że wyglądam zajebiście. Kiedy miałam już wychodzić usłyszałam pukanie do drzwi pewna, że Kat w końcu dojechała krzyknęłam wejść, niestety w progu nie ujrzałam swojej rodzicielki tylko Damona. Skrzywiłam się i zaczęłam przeklinać pod nosem.
- Jesteś jak wrzut na dupie Damon.
Wampir zaśmiał się, zamknął drzwi i skierował ku mnie, gdy dzieliły nas zaledwie centymetry powiedział.
- Wyglądasz seksi.
Puścił do mnie zalotne oczko, ja zaś zrobiłam dwa małe kroczki w tył, nie miałam ochoty stać tak blisko niego.
- Wyjedziesz stąd dobrowolnie czy mam cię wyjebać stąd siłą?
Zapytałam oczekując na jego odpowiedź, podejrzewałam, że będę musiała użyć siły bo sam nie będzie chciał mnie zostawić w spokoju. Nie odezwał się ani słowem, położył swoją dłoń na moim policzku i przyglądał mi się uważnie swoimi niebieskimi jak ocean oczami.
- Jednak...
Wbił się swoimi ustami w moje nie pozwalając mi wypowiedzieć ani słowa. Nasze usta zaczęły poruszać się synchronicznie, uchyliłam wargi by czarnowłosy mógł wsadzić mi język do buzi, zrobił to, po chwili, nasze języki zaczęły toczyć walkę o dominację, którą tym razem nie miałam zamiaru dać mu wygrać. Oderwaliśmy się od siebie.
- Poczułaś cokolwiek?
- Niee.
Kiedyś może i bym coś tam poczuła, ale teraz nic, zero emocji, namiętności, pożądania. Pocałunek jak każdy inny, nic specjalnego.
- Przecież wiem, że mnie kochasz Charlotte, to jest silniejsze od wszystkiego.
Jasne, właśnie widzę jak siła miłość może pokonać wszystko, pierdolenie kotka za pomocą młotka.
- Nic do Ciebie nie czuję Damon.


Mimo, że jego wyraz twarzy nie zmienił się w jego oczach było widać smutek, moje słowa zabolały go i to bardzo. W takich chwilach żałuję, że zgodziłam się na...
   



_________________
Klaus i Rebekah są w zmowie pewnie ciekawi was w jakiej. 
Charlotte zgodziła się na coś, ale to zostaje tajemnicą. 
Mogę wam tylko obiecać, że w następnych rozdziałach wszystko się wyjaśni. 
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. 
Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłego czytania. :)  

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 22

Charlotte 

    Pamiętacie jak poznałam Damona Salvatore? Leżał na środku ulicy i czekał aż nadjedzie jakieś auto i wysiądzie z niego jego kolacja. Niestety wtedy zatrzymałam się ja i skopałam mu dupę. Zastanawiacie się co teraz robię? Prawdę mówiąc udaję Damona, położyłam się na środku ulicy kawałek za miastem i czekam na swoją okazję, która nie zapowiada się szybko nadejść. Wpatruje się w gwieździste niebo, jestem pusta w środku, niczego nie czuję. 


    Nie obchodzi mnie co się dzieje w posiadłości, nie interesuje mnie to czy Klaus mnie szuka i czy Elena dopięła w końcu swego. Byłam obojętna jak nigdy do tych czas, muszę przyznać, że wyłączenie tego pieprzonego człowieczeństwa cholernie mi się podoba. Może dlatego, że nigdy wcześniej tego nie zrobiłam?
Do cholery ja jestem wampirem, stworzeniem nocy po co mi uczucia, gdybym chciała je mieć zostałabym człowiekiem i umarła ze starości, nie decydowałabym się na zostanie krwiopijcą. 
- Pieprzyć to! 
Mruknęłam pod nosem słysząc silnik samochodu, nareszcie moja kolacja się zbliża. Po chwili usłyszałam gwałtowne hamowanie, jakieś chłopak wybieg z auta, podbiegł do mnie i zaczął mówić, że zaraz wezwie pomoc bym wytrzymała jeszcze chwilę. Co za idiota! Tą pomoc powinien załatwić sobie, a nie mnie. W wampirzym tempie podbiegłam do niego i wyrwałam mu telefon z ręki, rzuciłam nim o ziemię, roztrzaskał się na kawałeczki. 
- Będzie boleć. 
Zaśmiałam się kpiąco i wbiłam swoje ostre kły w jego szyję, nie zwracałam uwagi na jego niemiłosierne krzyki, piłam zachłannie jego krew, która była tak zajebiście słodka. Oderwałam się od niego, ledwo stał na nogach, nie dziwię się w końcu jeszcze parę łyków, a pozbawiłabym go całkowicie krwi, spoglądnęłam mu głęboko w oczy, a moje źrenice powiększyły się. 
- Zapomnisz o tym co się tu stało. 
Odsunęłam się od niego pewna, że niczego nie będzie pamiętać i ruszyłam przed siebie, czas udać się do domu. 

Rebekah 

    Moje wczorajsze spotkanie z byłym nie wypaliło przez Elenę, nie miała kiedy przyjść i prosić mnie o pomoc. Gdyby nie fakt, że jej prośba dotyczyła Charlotte nie kiwnęłabym nawet palcem, jestem ciekawa co u niej słychać, po wczorajszym pewnie nie czuje się za dobrze, aj przepraszam przecież ona niczego nie czuje. Tak jak chciałyśmy wyłączyła uczucia, dzięki czemu Damon stał się jej obojętny tak samo jak reszta świata. Siedziałam na ławce w parku czekając na Gilbert, gdy pojawiła się z Kat uniosłam brwi ze zdziwienia, tego się nie spodziewałam. 
- Czego znowu ode mnie chcesz Elena? 
Zapytałam zakładając nogę na nogę, oczywiście wiedziałam, że bez powodu nie umówiłaby się ze mną, musiała czegoś chcieć i do tego nie tylko ona. Pierce stała ze skrzyżowanymi rękoma na klatce piersiowej i uważnie mi się przyglądała, Elena zajęła miejsce koło mnie i zaklaskała parę razy w dłonie. Spoglądałam raz na jedną raz na drugą, irytowało mnie czekanie na odpowiedź. 
- Postawić Ci drinka, nasz plan wyszedł wyśmienicie. 
Stwierdziła Pierce zarzucając niesforne loki do tyłu. Czekaj, czekaj ona też maczała w tym palce? Czemu ja o tym nie wiem? 
- Wróć... Czemu Ty też brałaś w tym udział? 
Zapytałam zaciekawiona brunetki, uśmiechnęła się szeroko pod nosem i powiedziała. 
- Zależało mi na tym by Charlotte wyłączyła uczucia i oddaliła się od Klausa i Damona. Dzięki temu będę miała nad nią kontrolę, sama wiesz na co ją stać, przy niej nic mi nie będzie grozić. 
Mogłam się domyślić, że Kat zrobiła to tylko po to by chronić swoją dupę, pewnie gdyby nie wykorzystała swojej córki nie byłaby sobą. Powód Eleny znałam, na początku sama podpowiedziałam jej by trochę poudawała Charl, ale powiedziała, że jej nie wyszło. Damon od razu się skapnął i nie pozostało nam nic innego jak go zahipnotyzować, wczorajszego wieczoru i zajścia z Eleną w Grillu na bank nie pamięta. 
- Radzę wam trzymać język za zębami, nikt nie może się dowiedzieć co zrobiłyśmy. 
Oznajmiła Kat po czym pomachała nam z głupią miną na pożegnanie i udała się w stronę posiadłości Salvatore, zostałam sama z Eleną. 
- Uważasz, że teraz Damon na Ciebie poleci? Mogę się założyć, że będzie chciał włączyć uczucia Charlotte.
- Nie zdąży bo Katherine chce ją stąd wywieź. 
Plan doskonały, ale kochana mamusia zapomniała, że Klaus będzie szukać swojej córki i zrobi wszystko by ją znaleźć tak samo jak Elijah. On jej tego nie odpuści i najprawdopodobniej wyrwie jej serce i wyśle do piekła. 
- Idziemy na tego drinka? 
Miałam nieziemską ochotę się napić przed spotkaniem z Michaelem, mam nadzieję, że się nie pozabijamy w trakcie.  
- Jasne. 
Wstała z ławki, zrobiłam to samo co ona, ruszyłyśmy przed siebie wolnym krokiem. 


Damon 

    Gdy wstałem z łóżka pierwsze co poczułem to ogromny ból głowy, cholera jedyne co pamiętam to podszywającą się Elenę pod Charlotte, dalej mam pustkę. Nie wiem co się później ze mną działo, nie byłem pewien czy nie zrobiłem czegoś głupiego. Mogę mieć jedynie tylko nadzieję, że spędziłem resztę wieczoru i całą noc w swojej sypialni. Ta nieświadomość doprowadzała mnie do szaleństwa, dlatego też postanowiłem zapytać Stefana czy wie cokolwiek o tym co mi się stało. Zszedłem na dół przeklinając pod nosem, miałem kaca choć nie pamiętałem bym pił. Gdy ujrzałem siedzącego na kanapie brata, a koło niego Katherine skrzywiłem się. Czy ona ma zamiar mieszkać tu na stałe?  Podszedłem do barku i nalałem sobie do szklanki burbon, upiłem dwa małe łyki i po nich stwierdzam, że potrzebowałem tego. Odwróciłem się na pięcie, przede mną stał Stefan i wyraźnie miał ochotę mnie zatłuc. 
- Co się dzieje? 
Zapytałem spoglądając na niego, jego mina mówiła sama za siebie, narozrabiałem. 
- Jeszcze się pytasz? Wczoraj poszedłeś z Eleną do grilla i się z nią całowałeś.
Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem. Jak ja mogłem pocałować Elenę? Cholera! Czy Charlotte to widziała? Muszę z nią natychmiast pogadać i wszystko wyjaśnić. 
- Gdzie jest Charlotte? 
Stefan wzruszył ramionami, najwidoczniej nie wiedział, gdy chciałem spytać o to Kat popatrzył na mnie oschle i dodał. 
- Nikt nie wie gdzie jest, wczoraj wyłączyła uczucia i zniknęła. 
Co zrobiła? Jaja sobie ze mnie Stefan robisz? Kurwa ona nie mogła tego zrobić, nie mogła. To wszystko moja wina, zawsze muszę coś spieprzyć. 
- Skąd wiesz, że je wyłączyła? 
Musiałem się upewnić czy mówi prawdę, może to tylko tak wyglądało jakby je wyłączyła, może po prostu była tylko wściekła.
- Zrobiła to przy Katherine. 
Spojrzałem na niego spod byka i pierwsze co chciałem obwiniać za to Pierce, była tam i jej nie powstrzymała. Pewnie jej to teraz jest na rączkę. zacząłem się martwić, że  coś kombinuje. 


    Po chwili ominąłem mojego brata i udałem się do wyjścia, nie zwracając uwagi na to, że za mną krzyczy. W tej chwili najważniejsze dla mnie było ustalenie miejsca pobytu Charlotte, która bez uczuć mogła narobić niezłego zamieszania. Musiałem ją znaleźć i pomóc włączyć jej człowieczeństwo, to była sprawa priorytetowa.

Charlotte 

     Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak fajnie jest udawać Katherine. Stefan nawet się nie skapnął, że to ja, a nie moja matka, Damon wybiegł jak oparzony z posiadłości, pewnie będzie mnie szukał po całym mieście i nie pomyśli choćby przez chwilę, że byłam tak blisko niego. Co za idioci, tak łatwo ich nabrać. Muszę przyznać, że w tej chwili mam ubaw jakich mało, dawno się tak świetnie nie czułam. Blondyn usiadł koło mnie i położył moje nogi na swoje, uśmiechał się od ucha do ucha, a ja miałam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z mordy. Boże on był taki słodki, że aż miało się ochotę zwymiotować. 
- Nie martwisz się o córkę? 
Zapytał, a ja przechyliłam głowę delikatnie w jego stronę zastanawiając się co mam mu odpowiedzieć. 
- Nic jej nie będzie jest duża. 
Rzuciłam od niechcenia w końcu po cholerę miałam się martwić sama o siebie. Nic mi nie jest jak widać, więc niech nie przesadzają za bardzo. 
- Dziwnie się zachowujesz.
Przyjrzał mi się uważnie unosząc jedną brew do góry, coś mu nie pasowała, ale zrezygnował gdy się do niego uśmiechnęłam, choć nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- Nie dziw mi się, nie przywykłam jeszcze do tego, że mam córkę obok siebie.
Kiedyś ciekawiło mnie czy Kat na mnie zależy, ale teraz mam to gdzieś. Nie miałam ochoty się nad tym zastanawiać, szkoda na to czasu.
- Może powinniśmy jej również poszukać?
Zaproponował, a ja pokręciłam głową, powinien się zorientować, że nie mam zamiaru się stąd ruszać. Wstał i niespodziewanie pociągnął mnie do góry, objął mnie w tali i przybliżył swoją twarz do mojej. Nie uśmiechało mi się całowanie go, ale nic już nie mogłam zrobić kiedy wbił swoje wargi w moje. Całowaliśmy się namiętnie, jego ręce spoczęły na moich pośladkach, a moje dłonie zaś gładziły jego policzki.


Pewnie gdybym miała włączone uczucia nie dotknęłabym go nawet palcem, Stefan nie pociągał mnie w żaden możliwy sposób, ale teraz nie zwracałam na to uwagi. Można by rzec, że chciałam się tylko bawić i pozbawiać ludzi krwi. Gdy się od siebie odsunęliśmy zatopił się w moich brązowych oczach, które po chwili przybrały barwę czarną, cholera tego się nie spodziewałam. Salvatore odskoczył ode mnie, przeklinał dłuższą chwilę pod nosem, nie mógł sobie wybaczyć, że dał się nabrać.
- Dzwonie do Damona.
Warknął, a ja przewróciłam oczami. Czy on myśli, że ja się boję tego pieprzonego zdrajcy? Jeśli tak to upadł na głowę i coś mu się w niej poprzestawiało. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu i czekałam aż do posiadłości wpadnie wściekły Damon, długo nie musiałam czekać, po dziesięciu minutach drzwi się otworzyły i do środka wparował czarnowłosy. Spojrzał się na mnie z miłością i zmartwieniem, mnie to ani trochę nie ruszyło, uroki braku człowieczeństwa są niesamowite.
- Czy Ty przed chwilą pocałowałaś Stefana?
Zapytał wkurzony choć nie powinien mieć do mnie żalu, sam lizał się ze swoją byłą i ja jakoś mu tego nie wypominam.
- Taa i co?
Mruknęłam wstając i kierując się w jego stronę, zarzuciłam włosy do tyłu i zaczęłam uśmiechać się do niego uwodzicielsko. Chciałam jak najszybciej wbić swoje kły w jakąś ciepłą szyję, a później pójść się napić.
- Nie wyjdziesz stąd dopóki nie włączysz swojego człowieczeństwa.
Zrobił krok w moją stroną, zaśmiałam się kpiąco ponieważ nie miałam najmniejszego zamiaru go odzyskać, ani teraz, anie później.
- Zwiążesz mnie i wrzucisz do celi Damon?
Zapytałam przybliżając się do niego bliżej, zakręciłam loka na palcu i przygryzłam swoją dolną wargę. Widziałam jak mierzy mnie wzrokiem z góry na dół, w końcu miałam na sobie bluzkę na krótkim rękawku, która idealnie podkreślała moje kobiece kształty.
- Jeśli będę musiał.
Chyba chciałeś powiedzieć, jeśli dasz radę mnie tam zaciągnąć kochaniutki.
- Daj spokój Damon możesz mnie przywiązać do łóżka i zrobić co zechcesz.
Staliśmy bardzo blisko siebie, jeszcze wczoraj moje serce waliło by jak oszalałe przez jego bliskość, teraz nie łomotało, nawet nie drgnęło.
- Gdy będziesz sobą przypomnę Ci o tym.


Klaus

   Nie mogłem uwierzyć, że moja córka wyłączyła człowieczeństwa, wraz z Damonem obmyśliliśmy plan by przywrócić jej uczucia. Wiemy, że może to potrwać, ale gra warta jest świeczki, musimy ją przywrócić do dawnego stanu, nigdy nie mamy pewności co może się stać gdy jej okropna natura się odezwie. Nie potrafi panować nad nią, dlatego też może być niebezpieczna dla otoczenia, poza tym martwiłem się o nią. Czekałem przed posiadłością Salvatore w razie gdyby pobiła Damon i chciała uciec i oczywiście się nie pomyliłem. Wampir wyleciał przez okno na dwór, a brunetka chciała dać nogę. W ostatniej chwili ją złapałem, zaczęła się wyrywać, ale byłem silniejszy od niej.
- Puść mnie debilu!
Krzyczała i szarpała się, ale ja nie dałem za wygraną, wepchałem ją do auta gdzie siedział Michael, objął ją w tali by przypadkiem nie uciekła.
- Jedziesz z nami?
Zapytałem podnoszącego się i mruczącego coś pod nosem czarnowłosego, kiwnął głową i zajął miejsce pasażera, ja usadowiłem się za kierownicą i odpaliłem silnik.
- Pozabijam was wszystkich obiecuje!
Wysyczała Charlotte, spoglądnąłem na nią w lusterku i ruszyłem. Całą drogę wyzywała na nas i groziła, domagała się wolności, której nie chcieliśmy jej dać, kopała w moje siedzenie z całej siły, nie mogłem przez to prowadzić.
- Uspokój się do kurwy nędzy bo Ci coś zaraz zrobię!
Nigdy wcześniej nie powiedziałem tak do niej, ale nerwy mi puściły, nie potrafiłem się powstrzymać. Zauważyłem jak brew Charlotte unosi się do góry na krótką chwilę, po czym uśmiechnęła się kpiąco i stwierdziła.
- Niczego byś mi nie zrobił tato.
Perfidnie kopnęła ponownie w fotel, teraz to przegięła, zatrzymałem auto i odwróciłem się do niej, chciałem ją uderzyć, ale Damon złapał moją rękę uniemożliwiając mi to.
- Ona Cię prowokuje, nie zwracaj na nią uwagi.
Odwróciłem się i ponownie ruszyłem, przeklinałem przez resztę drogi, musicie wiedzieć, że nie należę do osób cierpliwych, szybko można wyprowadzić mnie z równowagi, a Charlotte zrobiła to parę razy w ciągu piętnastu minut. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom, wysiadłem i objąłem ręką szyję wampirzycy, złapała mają rękę i chciała odepchnąć, gdy to nie działało zaczęła wbijać paznokcie w moją skórę. Nie zwracając na to uwagi szedłem przed siebie.


Mój podwładny otworzył nam drzwi, weszliśmy do środka, kiedy zamknął za nami drzwi puściłem brunetkę i zrobiłem dwa kroki w tył, nie miałem pewności czy się na mnie nie rzuci. Rozglądnęła się po pomieszczeniu, po czym spoglądnęła na mnie złowrogo.
- Nienawidzę Cię!
Wrzasnęła, ale mnie to nie ruszyło, stałem w miejscu krzyżując ręce na klatce piersiowej, byłem ciekaw czy coś jeszcze interesującego ma do powiedzenia. 
- Masz szlaban, który skończy się w dniu powrotu Twojego człowieczeństwa.
Uniosła dłoń do góry i pokazała mi środkowy palce, teraz wiem, że dzieci to nie lada wyzwanie.
- Obiecuje Ci, że stąd zwieje i już nigdy mnie nie zobaczysz.
Kochanie szukałem Katherine większą połowę jej żyć i w końcu znalazłem, więc Ciebie też znajdę gdziekolwiek się udasz. Nie miałem zamiaru wdawać się w dalszą dyskusję z nią, dlatego też wyszedłem bez słowa zostawiając ją samą.

Charlotte 

   Cholerny stary piernik zamknął mnie w tym pierdolonym pokoju z nadzieją, że odzyskam to co utraciłam. Chodziłam z kąta w kąt przeklinając dzień w którym go poznałam, bez niego żyło mi się lepiej, Elijah nie był takim gnojkiem jak Klaus, pewnie postąpił by w takiej sytuacji inaczej. Usiadłam pod ścianą czekając aż drzwi się otworzą, miałam zamiar się stąd wynieś i pojechać przed siebie, przynajmniej nikt nie będzie mi wtedy niczego kazał. Gdy drzwi się otworzyły ujrzałam w nich Damona, oczywiście chciałam się poderwać, ale szybko je zamknął, stuknął w nie, usłyszałam jak ktoś z drugiej strony zamyka je na kilka spustów, rzeczywiście znajdowałam się w więzieniu. Pokój nie miał okien, same ściany, był utrzymany w ciemnych kolorach, znajdowało się tu tylko łóżko i jeden pieprzony fotel.
- Zostanę tu z Tobą.
Stwierdził siadając koło mnie, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a tym bardziej na niego patrzeć.
- Wynoś się!
Rozkazałam, ale on nawet nie drgnął, zarzucił rękę na moje ramiona i przybliżył się bardziej do mnie.
- Nie mam zamiaru.
Uśmiechnęłam się sztucznie i wysyczałam.
- Pierdol się Damon.



_________________
Wyjaśniło się, dlaczego Damon pocałował Elenę.
Rebekah jak zawsze pomocna do tego co złe. Może kiedyś się zmieni? 
Charlotte dała w tym rozdziale niektórym w kość i raczej na tym się nie skończy. 
Ciekawe kiedy wróci dawna ona. 
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. 
Życzę miłego czytana i pozdrawiam serdecznie was wszystkie. Jesteście kochane, dziękuję wam za tak fajne komentarze pod poprzednim rozdziałem. :) 

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 21

Charlotte

    Stałam przed wielkim lustrem w łazience Damona i przyglądałam się sobie uważnie. Moje oczy błyszczały, a twarz promieniowała, byłam cholernie szczęśliwa i zabiję każdego kto mi to zepsuje. Elena od dwóch dni zabijała mnie wzrokiem, ale nie zwracałam na to uwagi, olewałam ją. Ja i Katherine zrobiłyśmy mały postęp, spędziłyśmy razem całą noc na imprezie, Stefana i Damona zostawiłyśmy w domu, bawiłam się dobrze i cieszyłam, że dogaduje się z rodzicielką. Prawdę mówiąc zachowywałyśmy się bardziej jak siostry za które każdy w klubie nas uważał. Założyłam na siebie czarną koszulę wampira, zapięłam parę guzików, oczywiście dekolt zostawiłam. Okręciłam się parę razy przed lustrem, poprawiłam włosy i udałam się do sypialni. Czarnowłosy już nie spał, mierzył mnie wzrokiem z góry na dół i uśmiechał się, rzuciłam się na łóżko.


- Uwielbiam Twoje koszule.
Zaśmiał się kręcąc rozbawiony głową, wiem że widok mnie w jego ubraniu mu się strasznie podobał. Usadowiłam się na jego pasie i przybliżyłam swoją twarz do jego, najbardziej na świecie uwielbiałam takie poranki. Położył swoją dłoń na moim karku, przysunął jeszcze bliżej siebie, dzieliły nas zaledwie centymetry. Gdy stykaliśmy się nosami o dziwo nie pocałował mnie tylko przygryzł moją dolną wargę, przewróciłam teatralnie oczami na co on puścił mi oczko. Kochał się ze mną droczyć tak samo jak ja z nim, po chwili złożyłam nasze usta, które zaczęły poruczać się synchronicznie, nasze języki tańczyły ze sobą, gdyby nie zabrakło nam powietrza całowalibyśmy się całą wieczność.
- Muszę się zbierać, Elijah wraca dzisiaj do Nowego Orleanu.
Oznajmiłam krzywiąc się, będę za nim tęsknić. Przyzwyczaiłam się w mieście bez zasad, że jest przy mnie, teraz znowu muszę się z nim żegnać i czekać aż mnie odwiedzi.
- Ty go kochasz bardziej niż mnie.
Powiedział obrażony i odwrócił głowę w prawą stronę, nie potrafił się mną dzielić.
- Jesteś głupi!
Pokręciłam bezradnie głową i wstałam, zabrałam swoje rzeczy i udałam się do łazienki na orzeźwiający prysznic.

Elijah

   Równo o godzinie dwunastej zacząłem pakować swoje rzeczy, nie chciałem opuszczać Charlotte, ale niestety podła na mnie bym zajął się tą czarownicą. Mam nadzieję, że Klaus będzie miał na nią oko, w końcu Rebekah jest strasznie porywcza i nie wiadomo czy nie przepaści danej jej szansy. Upychając ostatnie rzeczy do walizki usłyszałem pukanie, zaprosiłem gościa do środka i gdy ujrzałem młodą uśmiechnąłem się szeroko.
- Witaj kochanie.
Powiedziałem zamykając bagaż, cieszę się, że przyszła się ze mną pożegnać. Może nie kiedy wydawała się osobą wredną i bez uczuciową, ale ja wiedziałem, że naprawdę jest inna. Nie była Katherine, która tylko udawała uczucia do każdego by się chronić, ona jeśli kogoś nie lubiła mówiła to otwarcie.
- Będę tęsknić!
Uniosła głos przyglądając mi się uważnie, mimo że Klaus był jej ojcem mnie również traktowała jak tatę.
- Ja za Tobą też. Zobaczymy się niedługo w domu.
Podszedłem do niej i pogładziłem dłonią jej policzek, na jej twarzyczce zawitał szeroki uśmiech, który po chwili znikł, westchnęła i powiedziała.
- Nie wracam tam, zostaję w Mystic Falls z Damonem.
Czyli znowu będziemy się widzieć raz na jakiś czas? Myślałem, że jednak na stałe zamieszka ze swoją rodziną, najwidoczniej ona stawiała na pierwszym miejscu miłość, a nie tak jak ja rodzinę.
- Jesteś tego pewna?
- Jestem Elijah.
Nie mogłem jej przekonywać do wyjazdu, ponieważ wiedziałem dobrze, że skończyłoby się to tak jak ostatnio. Przesiadywałaby całe dnie i noce w barze, miała wszystko gdzieś i pozbawiała turystów krwi.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też słoneczko.
Wtuliła się we mnie jak za starych dobrych czasów kiedy nie miała pojęcia o Salvatore, Katherine i Klausie. To uczucie jak zawsze było przyjemne.


Ucałowałem jej policzek, zabrałem walizkę i wyszedłem zostawiając ją samą. Pamiętaj jakby to było wczoraj gdy pierwszy raz ją ujrzałem jako niemowlaka, została zabrana siłą od matki i skazana na śmierć, gdyby nie ja nie przeżyłaby, ojciec Kat pewnie sam by ją zamordował ponieważ nie chciał zhańbić swojego nazwiska. Każdy we wsi by wiedział wtedy, że jego córka urodziła nieślubne dziecko, że jest puszczalska, a on nie potrafił sobie na to pozwolić. Westchnąłem ciężko opuszczając posiadłość.

Michael

     Nie podobało mi się ani trochę, że Charlotte wróciła do tego idioty, ale nic na to poradzić nie mogłem. Kochała go do szaleństwa i była z nim szczęśliwa to mi wystarczyło. Możecie się dziwić, ale Jessica prawa ręka Klausa zaczęła wypisywać mi wiadomości i wydzwaniać prawie codziennie do mnie. Dziwiło mnie to ponieważ ani trochę nie byłem nią zainteresowany, dlatego też olewałem jej próby skontaktowania się ze mną. Czasem wyłączałem telefon, którym miałem ochotę rzucić o ścianę. Wpierw próbowała uwieść Damona, ale że jej nie wyszło najwidoczniej desperacko szukała pocieszenia u kogoś innego, szkoda że to mnie chciała owinąć sobie wokół palca. Szedłem przez miasto wypatrując brunetki z którą miałem się właśnie spotkać, spóźniała się dobre piętnaście minut, co doprowadzało mnie do złości, nienawidziłem czekać. Kiedy w końcu zauważyłem ją w tłumie postukałem zegarek, który znajdował się na moim prawym nadgarstku, uśmiechnęła się do mnie niewinnie i wzruszyła ramionami.
- Spóźniłaś się bo byłaś z tym wampirem?
Zapytałem stając przed nią, byłem ciekaw co mi odpowie.
- Nie, żegnałam się z Elijah, wyjechał do Nowego Orleanu.
Jej mina z uśmiechniętej zmieniła się na smutną, nie lubiła gdy on ją opuszczał, od najmłodszych lat była za nim i mimo upływu czasu dalej jest.
- Przecież za niedługo się zobaczycie tam.
Pstryknąłem ją w nos, na co ona skrzywiła się i lekko pięścią uderzyła mnie w ramię.
- Nie zobaczymy, ponieważ ja zostaję tu na stałe.
Jak to zostajesz? Nie możesz tu zostać i mnie zostawić! Nie zgadzam się na to, nie zgadzam.
- Nie mówisz poważnie prawda?
Uniosłem brwi wyczekując jej odpowiedzi. Wiedziałem, że gdy ona tu zostanie nasze drogi się rozejdą.
- Michael kocham Cię i chce byś został tu ze mną, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Muszę mieć Cię przy sobie.
Chciałaś chyba powiedzieć z Tobą i tym pacanem za którym nie przepadam. Niestety, ale nie mogę patrzeć na was razem, to łamie mi serce.
- Może to najlepszy moment byśmy się rozstali i podążyli swoimi drogami?
Moje słowa sprawiły, że po policzku wampirzycy spłynęła samotna łza, otworzyłem szerzej oczy, nie wiedziałem, że te słowa tak na nią wpłyną. Objąłem ją w pasie i wtuliłem w siebie, dłonią zacząłem głaskać jej miękkie włosy.
- Też Cię kocham i nie zostawię Cię, będę przy Tobie.
Szepnąłem jej do ucha. Rozumiałem ją, w pewnym sensie czułem to samo co ona, od czterystu ponad lat jesteśmy razem. Widziałem jak uczy się chodzić, mówić i czytać, byłem z nią w dniu przemiany i pomagałem jej kontrolować głód. Łączy nas wiele i nikt nam tego nie zabierze.
- Michael nie chce być egoistką, ale nie mogę pozwolić Ci odejść, nie mogę.
Odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
- Obiecaj mi jedynie, że nie będziesz znowu cierpieć.
- Obiecuję.
Powiedziała uśmiechając się delikatnie, pozostaje mi tylko wierzyć, że dotrzyma obietnicy. Ucałowałem ją w policzek i oznajmiłem, że muszę już iść. Oczywiście powiedziałem jej z kim się spotykam, gdy usłyszała imię Rebekah wytrzeszczyła oczy i westchnęła. Zaśmiałem się cicho, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Czas stawić czoło mojemu stwórcy i byłej miłości.


Klaus

   Usiłowałem zrozumieć powód dla którego Katherine postanowiła mnie odwiedzić. Miałem jedynie nadzieję, że chodzi o jej relację z córką, a nie o jakieś pierdoły. Wampirzyca usadowiła się na stole i założyła nogę na nogę, przyglądała mi się uważnie, usiadłem na kanapie na przeciwko niej i czekałem aż zacznie mówić. Gdy nie odzywała się dłuższą chwilę gestem dłoni kazałem jej zacząć, nie lubiłem takich sytuacji, wolałem wiedzieć od razu co jest grane.
- Masz zamiar powiedzieć po co tu przyszłaś?
Nie wytrzymałem i zapytałem złośliwie, brunetka jedynie przybliżyła się do mnie i nikle uśmiechnęła. To było naprawdę dziwne.
- Nie mogę odwiedzić od czasu do czasu ojca mojego dziecka?
Rzuciła jakby od niechcenia, a ja doskonale wiedziałem, że coś się za tym kryje, ona nigdy od tak niczego nie rozbiła.
- Mów, że do cholery czego chcesz!
Krzyknąłem podirytowany jej zachowaniem, nigdy nie miałem do niej cierpliwości. Kiedy ją poznałem była człowiekiem, miała przecudny charakter i przez to ją uwielbiałem i się nią interesowałem. Teraz jest okropnie wkurzającym krwiopijcą, który dba tylko o siebie.
- Chce Ciebie.
Przygryzła swoją dolną wargę i przechyliła głowę lekko w lewą stronę. Pewnie gdybym nie był z Caroline i jej nie kochał rzuciłbym się na nią i spędził z nią upojne chwile. Za nim poznałem blondynkę ciągnęło mnie do Kat, ale teraz była mi obojętna.
- Wynoś się Katherine.
Oznajmiłem spokojnym tonem głosu choć w środku się we mnie gotowało, miałem ochotę wyrzucić ją za drzwi.
- Daj spokój Klaus, wiem, że mnie pragniesz.
Przejechała wskazującym palcem po moich wargach, odchyliłem głowę do tyłu by nie mogła ich już sięgnąć. Chciałem by przestała się już wygłupiać, ponieważ nie mam na to czasu.
- Mam Cię dość.
Wstałem, złapałem ją za łokieć i podniosłem do góry, popchnąłem w stronę wyjścia z nadzieją, że pójdzie dalej sama, ale ona zatrzymała się i zacisnęła dłonie w pięści. Nie odwracając się do mnie zaczęła mówić.
- Byłeś jedynym mężczyzną, którego tak naprawdę kochałam Niklaus.
Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, stałem bez ruchu za nią z szeroko otwartymi oczami, muszę przyznać, że jej słowa mnie zdziwiły. Zawsze myślałem, że tak naprawdę kocha Stefana.


Nim zdążyłem powiedzieć cokolwiek zniknęła z pola mojego widzenia, odruchowo zrobiłem dwa kroki w przód. Jej słowa cały czas chodziły mi po głowie i nie zapowiadało się na to bym szybko o nich zapomniał.

Charlotte

     Stałam w piwnicy Salvatore i zastanawiałam się na jaką grupę krwi mam ochotę, zazwyczaj wybierałam O Rh+, ale dzisiaj miałam ochotę spróbować innej. Pochylając się nad lodówką poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię, pewna, że to Damon odwróciłam się z uśmiechem na twarzy, ale niestety okazało się, że to mój sobowtór. Skrzywiłam się i zarzuciłam niesforne loki do tyłu, ponownie zaczęłam grzebać w woreczkach.
- Masz zamiar mnie ignorować?
Owszem mam i bardzo dobrze mi to wychodzi jakbyś nie zauważyła, mimo że najlepiej poczęstowałabym Cię kołkiem.
- Odpowiesz mi w końcu?
Boże, ale ona jest upierdliwa.
- Nie mam ochoty Ci odpowiadać, więc się odwal.
Kiedy chciałam ująć woreczek w dłoń Elena mi to uniemożliwiła poprzez zamknięcie drzwiczek i przytrzaśnięcie mi ręki. Syknęłam i odwróciłam wzrok w jej stronę, wściekła uwolniłam swoją rękę. Potrząsnęłam bolącą dłonią parę razy i wyszczerzyłam swoje długie, ostre śnieżnobiałe kły, tego jej nie popuszczę. Chce wojny to będzie ją miała.
- Wypierdalaj stąd za nim grzecznie mówię.
Wysyczałam uważnie jej się przyglądając, o dziwo odwróciła się na pięcie i zrobiła parę kroków w stronę wyjścia, schowałam kły i po raz trzeci nachyliłam się nad lodówką, zaczynałam być cholernie głodna. Muszę przyznać, że na chwilę straciłam czujność, a ta suka to wykorzystała, złapała mnie za włosy i przycisnęła moją twarz do jakiejś pierdzielonej bardzo gorącej rury. Wrzasnęłam z bólu, zabiję tą idiotkę.


Odepchnęłam się z całej siły rękoma od ściany, która znajdowała się na przeciwko mnie, nie mogłam sobie pozwolić na jeszcze jeden choć najmniejszy błąd. Kiedy Elena nie dawał już rady się ze mną siłować, odwróciłam się szybko i stanęłam naprzeciwko niej, szkoda, że wampirzyca nie wiedziała, że jak się zdenerwuje staję się zupełnie inną osobą. Moje oczy poczerwieniały, a kły wydłużyły się, złapałam Gilbert za włosy i również przycisnęłam ją do rury, niech wie jak to mnie strasznie bolało. Wrzeszczała niemiłosiernie, pewnie pół Mystic Falls ją słyszało. Uśmiechnęłam się zwycięsko pod nosem, byłam silniejsza od niej ponieważ zostałam przemieniona w wampira szmat czasu temu, a on dość niedawno, poza tym byłam przeklęta i miałam więcej zdolności niż zwykły krwiopijca. Odsunęłam ją od rury bo już nie mogłam znieść jej krzyków, rzuciłam nią o ścianę, czekałam aż się pozbiera i rzuci na mnie. Oczywiście długo nie musiałam czekać, Elena w wampirzym tempie podniosła się i skierowała w moją stronę, zacisnęła dłoń w pięść i wycelowała w moją twarz. Uniknęłam jej ciosu co ją jeszcze bardziej zdenerwowało, przeklinała pod nosem chwilę, po czym ponownie wymierzyła cios, który tym razem poczułam na swoim policzku. Moje oczy zaczynały się robić calutkie czarne, wiedziałam co to oznacza, brunetka popatrzyła się na mnie unosząc brew do góry, nie wiedziała co się dzieje. Skorzystałam z okazji i popchnęłam ją na ścianę, długo nie myśląc wbiłam palce w jej klatkę piersiową, opuszkami dotykałam jej serca.
- Jakieś ostatnie słowa?
Zapytałam śmiejąc się kpiąco, teraz nie potrafiłam nad sobą panować, jeszcze nie ogarnęłam do końca mojej drugiej bardziej mroczniejszej natury. Elena wolną ręką pokazała mi środkowy palec i gdy chciała złapać mnie za szyję ja byłam szybsza i złamałam jej nadgarstek, syknęła, a ja coraz mocniej zaczęłam zaciskać dłonią jej serce.
- Umieraj suko!
Mruknęłam i gdy już chciałam wyrwać jej pikawę ktoś z zaskoczenia odciągnął mnie od niej i złapał za szyję przyciskając do ściany, która znajdowała się na przeciwko sobowtóra. W pierwszej chwili myślałam, że to Damon, ale kiedy uniosłam wzrok zauważyłam Stefana, nie byłam zadowolona z tego, że mi przerwał.
-  Puść mnie!!!
Wrzasnęłam, ale on coraz bardziej na mnie napierał, przewróciłam oczami i postanowiłam dłużej się z nim nie bawić. Odepchnęłam go lekko od siebie i wbiłam szpilkę w jego stopę, kolanek kopnęłam go w brzuch, wampir upadł na podłogę .


- Jeszcze z Tobą nie skończyłam Elena.
Powiedziałam, po czym zniknęłam im z pola widzenia, miałam się udać do sypialni Damona, ale po drodze zmieniłam zdanie. Opuściłam posiadłość, wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i z piskiem opon odjechałam. Sięgnęłam po telefon i wystukałam numer mojej matki, nacisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
- Cześć młoda.
Powiedziała uradowana, ja zaś byłam tak wściekła, że nie potrafiłam zdobyć się na miły ton głosu.
- Możemy się spotkać?
- Jasne.
- Będę za dziesięć minut w centrum.
Rozłączyłam się nie czekając na jej odpowiedź, miałam nadzieję jedynie, że się tam zjawi. Musiałam się komuś wygadać, bo inaczej oszaleję, nie mogłam powiedzieć o tym Caroline ponieważ ona zaczęłaby bronić Elenę, a ja naprawdę nie miałam zamiaru tego słuchać.


    Tak jak myślałam Pierce również nie przepadała za tą kretynką, przyznała mi rację i powiedziała, że zrobiłam słusznie. Dodała również, że na moim miejscu by skręciła kark Stefano i dobiła Elenę, ja osobiście o tym nie pomyślałam. Może to i lepiej? Nie byłam zwolenniczką zabijania ludzi i wampirów, przyznaję gdy musiałam robiłam to, ale kiedy nie ma takiej konieczności odpuszczam. Katherine wyciągnęła mnie na siłę do Grilla, broniłam się rękami i nagami by tam nie iść, ale w końcu się poddałam.
- Napijemy się i Cie przejdzie.
Stwierdziła uśmiechając się do ucha do ucha, choć czułam, że ona również miała zły humor, coś musiała się jej dzisiaj przytrafić.
- Mamo coś się stało?
Czy ja właśnie powiedziałam mamo? Sama się zdziwiłam, podejrzewałam, że w życiu tak do niej nie powiem, a tu proszę.
- Nie.
Wzruszyła ramionami i przekroczyła próg baru, weszłam za nią i zaczęłam przepychać się przez tłum, spuściłam głowę na dół i patrzyłam na stopy by przypadkiem kogoś nie nadepnąć. Gdy znajdowałyśmy się przy barze Kat zamówiła dla mnie whisky, a dla siebie burbon, nie wiem co oni w nim widzieli. Usiadłam na wysokim krześle i upiłam dwa małe łyki nieziemskiego płynu, kiedy chciałam się odwrócić Pierce zarzuciła na moje ramię rękę i powiedziała.
- Nie patrz się tam.
Myślicie, że ją posłuchałam? Oczywiście, że nie z ciekawości spojrzałam i po chwili pożałowałam tego. Przy stole bilardowym stał Damon z Eleną, uśmiechali się szeroko do siebie, wstałam by udać się w tamtą stronę, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa kiedy zaczęli się całować.


Serce mi pękło, a pojedyncza łza poleciała po moim policzku, miałam ochotę umrzeć. Powinnam zabić tą sukę gdy miałam okazję, zaczęłam coraz bardziej płakać, Katherine wycierała mi łzy kciukiem, nie mogąc patrzyć na mój stan powiedziała.
- Wyłącz to kochanie, wyłącz.
Popatrzyłam się na nią i nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Może ona miała rację, powinnam wyłączyć uczucia i mieć to wszystko gdzieś. Przyglądałam się Salvatore, który skupiał całą swoją uwagę na Gilbert.
- Wyłącz to i zapomnij.
Zamknęłam oczy, które otworzyłam po dłuższej chwili. Z ich otwarciem pozbyłam się wszelkich uczuć, nie czułam smutku, nie chciało mi się płakać, nie czułam żalu, nic kompletnie nie czułam. Zignorowałam słodką parkę i wróciłam do picia.
- Grzeczna dziewczynka.
Oznajmiła wampirzyca uśmiechając się szeroko.


____________
Od razu chce wyjaśnić, że to co powiedziała Katherine do Klausa było prawdą. 
Pewnie pobijecie mnie za tą końcówkę, ale jakoś to przeżyję. 
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. 
Życzę miłego czytania i pozdrawiam was serdecznie moich kochani. 
Ps. Dziękuję za wszystkie komentarze, które motywują mnie do dalszego pisania. :) 

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 20

Charlotte

     Nagle poczułam krople deszczy na swoim policzku, Damon odsunął się ode mnie i uniósł głowę ku niebu. Zaczynało padać bardziej, nie przeszkadzało mi to wręcz przeciwnie uwielbiałam deszcz. Uśmiechnęłam się nikle i ujęłam dłoń wampira, który spoglądnął na mnie z uśmiechem na twarzy. Teraz deszcz będzie mi przypominał wieczór, który połączył mnie ponownie z Salvatore, miałam nadzieję, że już nic, ani nikt nie będzie w stanie nas rozdzielić.
- Idziemy do domu?
Zapytał przyglądając mi się uważnie w jego oczach dostrzegłam szczęście i miłość, którą mnie darzył. Kiwnęłam głową na znak, że tak i nim zrobiłam krok przed siebie mężczyzna podniósł mnie jak pannę młodą i w wampirzym tempie udał się do swojej posiadłości. Gdy tam dotarliśmy byliśmy cali mokrzy, Damon otworzył drzwi i kiedy przeszedł próg postawił mnie na ziemi. Czułam się jakbyśmy byli nowożeńcami, mimo że zapewne nigdy nimi nie będziemy, w końcu wampiry nie biorą ślubu, choć Klaus i Caroline mają zamiar złączyć się na zawsze. Może ja po prostu nie potrafię sobie tego wyobrazić?
- Chodź na górę, musimy Cię wysuszyć.
Grzecznie powędrowałam za moim ukochanym do jego sypialni. Myślałam, że przyniesie ręczniki, ale on zamiast tego wepchnął mnie do łazienki i ściągnął z siebie morką kurtkę i czarną koszulę, w której wyglądał seksownie. Stałam i podziwiałam jego pięknie umięśniony tors.
- Będziesz brać prysznic w ciuchach?
- Nie.
Odpowiedziałam i zaczęłam zrzucać z siebie mokre ubranie, kiedy już byłam tylko w samej bieliźnie przygryzłam delikatnie swoją dolną wargę i kątem oka patrzyłam na Damona, który stał już nago i czekał, aż ja przestanę go męczyć i pozbędę się mojej koronkowej bielizny, którą on bardzo lubił. Rozpięłam stanik i ponętnie rzuciłam go na podłogę, czułam jak oczy wampira wypalają mi dziury w ciele, po chwili zsunęłam z siebie majtki i z cwanym uśmiechem na twarzy podeszłam do czarnowłosego. Weszliśmy razem pod strumień ciepłej wody, zamknęliśmy szklane drzwiczki kabiny. Staliśmy na przeciwko siebie, ale po paru minutach to się zmieniło, Damon przycisnął mnie do zimnych kafelek, złączył nasze usta, od razu odwzajemniłam jego dziki pocałunek, badał moje podniebienie swoim językiem, który następnie zaczął wojnę o dominację z moim, oczywiście pozwalałam mu wygrać. Kiedy zabrakło nam powietrza zaczął składać małe pocałunki na mojej szyi, odchyliłam głowę do tyłu by miał lepszy dostęp, rękami ściskał moje pośladki, a ja swoimi jeździłam po jego plecach. Uniósł mnie do góry, objęłam nogami jego pas i zarzuciłam ręce na jego szyję, nie spodziewałam się, że wyjdzie spod prysznica i uda się do sypialni. Rzucił mnie mokrą na pościel, pochylił się nade mną, językiem zaczął jeździć po mojej szyi, od czasu do czasu przygryzał ją delikatnie. Wplątałam swoje smukłe palce w jego mokre włosy.


Całował moje ramiona, dekolt, brzuch, rękoma gładził biodra. Bez ostrzeżenia zamieniłam się z nim miejscami, teraz to ja byłam na górze. Muskałam wargami jego usta, policzki, dłonią gładziłam jego klatkę piersiową, zjechałam na dół całusami, obdarowałam nimi cały tors wampira. Był strasznie niecierpliwy, chciał byśmy stali się jednością, dlatego też ponownie znalazł się nade mną. Pocałował mnie i powoli zaczął we mnie wchodzić, jęknęłam głośno, na co on  tylko się uśmiechnął. Tej nocy nie zwracaliśmy uwagi na nasze jęki przyjemności, nie obchodziło nas czy któryś z lokatorów je usłyszy. Cholernie się za sobą stęskniliśmy i chcieliśmy by ta chwila była niesamowita. Po wyczerpującym i udanym stosunku leżeliśmy koło siebie i ciężko oddychaliśmy.
- Kocham Cię Charlotte.
Wyszeptał spoglądając na mnie z uśmiechem na twarzy.
- Mówiłeś to już dzisiaj.
Zachichotałam przyglądając mu się uważnie.
- Mówiłem i będę mówił, ponieważ cholernie mocno Cię kocham.
Wtulił mnie w siebie i ucałował w czoło. Przy nim czułam się nieziemsko, przy nim moje życie nabierało barw, z nim mogłabym iść nawet na koniec świata.
- Ja Ciebie też.

Stefan

    Wraz z Katherine doskonale słyszeliśmy co się dzieje na górze, nasza jakże słodka parka się pogodziła. Wampirzyca siedząc na kanapie uśmiechała się od ucha do ucha, czasem papugowała jęki swojej córki, przez nią moja wyobraźnia zaczęła działać, przez to, że wyglądały tak samo czułem się jakbym to ja był na miejscu Damona.
- Moja krew.
Wymamrotała popijając burbon, niestety tu musiałem przyznać jej rację, Pierce znała się na rzeczy i to bardzo.
- Może to tylko tak ładnie słychać?
- Oj kochaniutki uwierz mi to było coś ostrego.
Zaśmiała się odstawiając pustą już szklankę na drewnianym stole, spoglądnęła się na mnie i puściła mi oczko. Pokręciłem bezradnie głową, przysunęła się do mnie i położyła dłoń na moim policzku. Nasze oczy się spotkały, nie wiem czemu, ale miałem ochotę ją pocałować. Wiem, że moja miłość do Katherine już dawno wygasła, ale to nie znaczy, że nie mogę się zabawić, w końcu mnie też się coś należy. Zbliżyła się do mnie bardziej, a ja uniosłem jedną brew do góry, czekałem na jej ruch.
- Idziemy w ich ślady?
Zapytała trzepocząc rzęsami i uśmiechając się do mnie szelmowsko. Nie zastanawiając się ani chwili nad jej propozycją wbiłem swoje usta w jej. Zaczęliśmy się całować dziko, a zarazem namiętnie.


Złapałem jej pośladki dłońmi i uniosłem ją do góry, oplotła nogami mój pas, w wampirzym tempie udaliśmy się do mojej sypialni. Nie byłem delikatny ponieważ rzuciłem Katherine na łóżku, zawisłem nad nią i złączyłem nasze usta. Wybaczcie, ale teraz to wy się nasłuchacie i zobaczycie jakie to przyjemne.

Damon

    Tej nocy u nas w posiadłości było naprawdę gorąco, nie tylko ja miałem udaną noc, ale również mój brat i moja przyszła teściowa. Na samą myśl o tym chciało mi się śmiać, jakoś nie wyobrażam sobie Kat w tej roli, a tym bardziej Klausa jako teścia. Kocham Charlotte, ale muszę przyznać, że trafiła na najgorszych rodziców na świecie, choć jak to się mówi rodziny się nie wybiera. Wpatrywałem się w jeszcze śpiącą ukochaną, gdy spała wyglądała jak mały bezbronny koteczek, którego za wszelką cenę chciałem bronić, za nią oddałbym swoje życie.
- Nie patrz się tak na mnie.
Wymamrotała zaspana otwierając leniwie powieki, założyłem kosmyk jej niesfornych loków za ucho i uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Jak?
- Jakbym miała za chwilę zniknąć.
Odpowiedziała gładząc moje mięśnie brzucha, wiedziałem, że je uwielbia.
- Obiecaj mi coś.
Popatrzyłem na nią poważnie, chciałem by obiecała mi najważniejszą dla mnie rzecz, chciałem byśmy byli razem już zawsze, mimo przeszkód, które pewnie na nasz czekają i na przekór innym.
- Co?
Popatrzyła na mnie pytająco, po czym wtuliła swoją twarz w moją szyję.
- Że mnie nie opuścisz.
- Obiecuję.
Ucałowała mój policzek, a ja długo nie myśląc wtuliłem ją w siebie i wbiłem swoje usta w jej. Przygryzła moją dolną wargę uśmiechając się, wziąłem to za okazję i wsunąłem język do jej buzi, badałem jej podniebienie i toczyłem z nią walkę o dominację.


Elijah

    W przeciwieństwie do mojego brata starałem się ze wszystkich sił dowiedzieć coś o powrocie Eleny i Katherine, od pewnej zaprzyjaźnionej wiedźmy uzyskałem bardzo ważne informacje. Okazuje się, że do ich ożywienia potrzebna była krew Charlotte, wiedziałem, że nie oddałaby jej dobrowolnie, dlatego też zastanawiałem się kto mógłby za tym wszystkim stać. Z tego co wiem czarownica, która rzuciła czar mieszka na obrzeżach Nowego Orleanu, nie ma przyjaciół ani rodziny. Będę musiał złożyć jej wizytę i grzecznie poprosić o wyjaśnienie. Gdy wszedłem do salonu ujrzałem Klausa, na jego kolanach siedziała blondynka, która uśmiechnęła się do mnie szeroko. Odwzajemniłem uśmiech i  poprosiłem ją by zostawiła nas samych, kiwnęła głową i poszła na górę.
- Dowiedziałem się paru rzeczy o ożywieniu.
Niklaus podciągnął się i spoglądnął na mnie pytająco, oczekiwał aż zacznę opowiadać nowinki. Jego ta sprawa również interesowała i niepokoiła.
- Do tego zaklęcia potrzebna jest krew sobowtóra co oznacza, że ktoś upuścił z Charlotte trochę krwi bez jej wiedzy.
Przerwałem na chwilę zastanawiając się czy powiedzieć mu o miejscu zamieszkania wiedźmy, znając jego uda się tam i ją zabiję bez mrugnięcia okiem.
- Coś jeszcze?
Zapytał uważnie mi się przyglądając, chyba dostrzegł, że coś przed nim ukrywam.
- Na razie tyle. Moja przyjaciółka pokazała mi to zaklęcie, może je rzucić tylko osoba, która praktykuje czarną magię.
- Musimy ją znaleźć.
Powiedział stanowczo, a ja jedynie przytaknąłem, jeszcze będziemy mieli czas na rozprawienie się z nią. Kiedy chciałem coś dodać usłyszeliśmy otwierające się drzwi, pewni, że Charlotte wróciła uśmiechnęliśmy się, ale mina nam zrzedła gdy ujrzeliśmy naszą siostrę. Co za idiota do cholery wypuścił ją z trumny?
- Witajcie moi jakże kochani bracia.
Uśmiechnęła się do nas sztucznie i przewróciła oczami.


- Kto Cię uwolnił?
Zapytał wściekły blondyn, nie miał zamiaru przez długie lata oglądać twarzy Rebekah. Na samą myśl o tym co zrobiła jego oczku w głowie dostawał białej gorączki i miał ochotę ją zabić.
- Marcel.
Powiedziała dumnie, każdy wiedział, że ten głupek za nią szaleje, a ona bardzo dobrze potrafiła to wykorzystać, owinęła go sobie wokół palca. Klaus wstał i ni stąd ni zowąd złapał blondynkę za szyję i przycisnął ją do ściany.
- Gdy tylko wrócimy do domu znowu znajdziesz się w trumnie.
Ukazał swoje wilcze kły tuż obok jej szyi, o dziwo moją siostrę nawet to nie wzruszyło.
- Obiecuję, że już jej nie dotknę.
Odparła spoglądając na mnie, czekała aż się za nią wstawię, a ja oczywiście to zrobiłem ponieważ ją kochałem.
- Niklaus dajmy jej szansę, jeżeli coś zrobi Charlotte osobiście wyślę ją na drzemkę.
To co właśnie powiedziałem było prawdą, jeżeli zechce jej się skrzywdzić brunetkę zapłaci za to i już więcej jej nie zaufam. Lepiej żeby nie zniszczyła mojego zaufania, później nie będzie potrafiła znów go uzyskać. Hybryda puścił kobietę i przeklinając pod nosem udała się do swojej sypialni.

Charlotte

      Byłam strasznie głodna i jak się nie najem stanę się wredna. Ubrana już zeszłam na dół w celu udania się do piwnicy gdzie Salvatore chowali woreczki z krwią. Damon oznajmił, że dojdzie do mnie jak tylko się ubierze, idąc wolnym krokiem zauważyłam siedzącą na fotelu Elenę, miała skrzyżowane ręce na klatce piersiowej i piorunowała mnie spojrzeniem. Nie wiedziałam o co jej właściwie chodzi, miałam takie samo prawo przebywać tutaj jak ona. Chciałam ją zignorować i iść dalej, ale brunetka krzyknęła do mnie.
- Stój! Musimy pogadać.
Wzruszyłam ramionami i zbliżyłam się do niej, byłam ciekawa o czym chce ze mną rozmawiać, w końcu nie miałyśmy tematów do rozmów.
- Spałaś z nim?
Zapytała, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie powinny ją obchodzić moje sprawy łóżkowe.
- Pytam się do cholery czy się z nią pieprzyłaś?!
Nie drzyj się głupia krowo doskonale Cię słyszę, nie jestem przecież głucha.
- Gówno Cię to obchodzi.
Wysyczałam wściekła, nie miałam zamiaru odpowiadać na jej idiotyczne pytanie, Damon jest mój i mam prawo się z nim kochać kiedy tylko zechcę.
- Posłuchaj wywłoko, on jest mój i nie mam zamiaru go oddawać drugiej Katherine. Trzymaj się od niego z daleko bo pożałujesz.
Zaśmiałam się kpiąco na jej słowa, ona naprawdę jest stuknięta, powinno do niej dotrzeć, że Salvatore już jej nie kocha i nigdy z nią nie będzie. Nachyliłam się nad nią i powiedziałam.
- To Ty posłuchaj kretynko! Damon jest ze mną i już nigdy nie będzie z Tobą niech to do Ciebie dotrze. Jeśli kiedykolwiek zobaczę, że się do niego przystawiasz wyrwę Ci serce.
Odsunęłam się do niej gdy wściekła podnosiła się powoli, wiedziałam, że teraz będę musiała jej pokazać, że mnie się nie podskakuje. Doskonale też zdaję sobie sprawę z tego, że muszę mieć ją na oku, ona będzie chciała uwieść Damona, nie mogę jej na to pozwolić.


- Co się dzieje?
Usłyszałam dobrze znany mi głos za sobą, odwróciłam się na pięcie i uśmiechnęłam choć nie miałam na to ochoty. Zrobiłam dwa kroki w stronę czarnowłosego i złapałam go za rękę, chciałam by ona widziała do kogo on należy.
- Nic, po prostu rozmawiamy.
Wampir splątał nasze palce i ucałował mój policzek, Elena kipiała złością myślałam, że zaraz wybuchnie. Mężczyzna machnął jej na pożegnanie i zaciągnął mnie do piwnicy, on również zgłodniał po naszych nocnych pieszczotach.

    Dwie godziny później byłam już w domu mojego ojca, postanowiłam mu się pokazać i oznajmić, że raczej nie wrócę do Nowego Orleanu, tym razem zostaję z Damonem. Nie chciałam ponownie cierpieć, poza tym nie złamię danej mu obietnicy. Gdy zeszłam na dół do salonu ujrzałam popijającą burbon ciotkę, od razu zacisnęłam dłonie w pięści, niestety nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać.
- O Charlotte wróciłaś.
Powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha, uniosłam jedną brew do góry, byłam w szoku jej zachowaniem. Czyżby mała drzemka ze sztyletem w sercu czegoś ją nauczyła? Położyłam dłonie na biodrach i czekałam na dalszy rozwój sytuacji.
- Gdzie jest tata?
Zapytałam ostrożnie, nie miałam pewności, że zaraz się na mnie nie rzuci.
- Za Tobą.
Wskazała palcem stojącego na schodach blondyna, odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu szczery uśmiech, który on odwzajemnił.
- Możemy pogadać?
Kiwnął głową i wyciągnął do mnie rękę, którą ja ujęłam swoją śnieżnobiałą, my wampiry zawsze mamy jaśniejszą karnacje niż ludzie. Udaliśmy się do mojej sypialni, ja usiadłam na łóżko, a Klaus na krześle, które stało przy biurku. Wcięłam głęboki wdech i zaczęłam.
- Chce tu zostać.
- Wiedziałem, że o tym chcesz rozmawiać.
Oznajmił przeczesując swoje włosy, rozsiadł się wygodnie, obserwował każdy mój ruch.
- Nie chce znowu go zostawiać.
Powiedziałam z nikłym uśmiechem na twarzy, zauważyłam, że Klaus wzrusza tylko ramionami, najwidoczniej nie ma nic przeciwko mojemu zostaniu tutaj.
- Jeśli zostanie tu Cię uszczęśliwi to nie mam nic przeciwko.
- Dzięki tato.


Podbiegłam do niego i go przytuliłam, objął mnie i wtulił w siebie. Na początku nie chciałam go znać, miałam mu za złe, że mnie zostawił, ale teraz cieszyłam się, że jest koło mnie, że mogę powiedzieć mu wszystko i mieć świadomość, że on mnie zrozumie.

Stefan

    Katherine postanowiła nie wstawać dzisiaj z łóżka, dlatego też musiałem udawać jej lokaja i przynosić jej wszystko o co poprosi. Nie podobało mi się to za bardzo, ale nie chciałem się z nią kłócić, dlatego też posłusznie zgodziłem się na to. Schodząc na dół usłyszałem płacz Eleny, domyślałem się o co chodzi, ona kochała Damona, a on kochał Charlotte. Gdyby Silas jej nie zabił dalej byliby szczęśliwą parą, a mój brat nie wyjechałby na wakacje do Paryża i nie poznałby tam córki Klausa. Nasze przeznaczenie jest dziwne, ale mimo wszystko musimy się z nim jakoś pogodzić, raz jest pod górkę, a raz z górki. Po deszczu zawsze wychodzi słońce, musimy o tym pamiętać.
- Co się dzieje?
Zapytałem spoglądając na nią kątem oka, podniosła głowę do góry i westchnęła cicho pod nosem.
- Ona mi za to zapłaci.
Mruknęła, nie spytałem się o kogo jej chodzi, ponieważ doskonale wiedziałem o kim mowa.
- Elena...
- Charlotte tego pożałuje! Damon jest tylko mój!
Wrzeszczała i płakała jednocześnie, nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Wiedziałem co czuję bo ja czułem to samo gdy mnie zostawiła i zaczęła być z czarnowłosym, ale nie potrafiłem jej pomóc.
- Cholerna wywłoka!!!
Płakała i płakała, szybko jej nie przejdzie.



____________

Postanowiłam napisać szybciej wszystkie rozdziały do końca. Nie zdradzę ile ich będzie, mogę tylko powiedzieć, że jeszcze trochę będzie się działo. :) 
Jeśli są jakieś błędy to po prostu ich nie wyłapałam. ;/ 
Mam nadzieję, że powrót do siebie Charlotte i Damona wam się spodoba. 
Elena mnie osobiście wkurza. :) 
Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłego czytania.  

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 19

Charlotte

   Oczy Katherine wierciły dziurę w moim czole, jej wyraz twarzy zmienił się z poważnej na uśmiechniętą, przyglądała mi się uważnie.
- To niemożliwe.
Odparła przygryzając swoją dolną wargę delikatnie, ja zaś przechyliłam głowę lekko w prawą stronę i nic nie powiedziałam, patrzyłyśmy się jedynie na siebie. Widziałam różnicę miedzy mną a nią, jej oczy były zupełnie inne, w moich było widać człowieczeństwo tak samo jak u Klusa gdy patrzył na Caroline, zaś w oczach mojej matki ujrzałam nienawiść i strach.
- Witaj Katherine.
Usłyszałam dobrze znany mi głos, mój ojciec stał za mną i mierzył moją matkę z góry na dół, ta wzdrygnęła się gdy go ujrzała i miała ochotę uciekać, uniemożliwiałam jej to łapiąc ją za nadgarstek. W końcu byliśmy razem, moi rodzice i ja i nikt poza tym.
- Klusa...
Warknęła niezadowolona chowając się za mnie, wiedziała, że on nie zrobi mi krzywdy, szkoda, że nie podejrzewała, że jej też odpuści.
- Mam nadzieję, że spędzimy miłe popołudnie w trójkę.
Stwierdził blondyn przyglądając się nam uważnie, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że robi to tylko i wyłącznie ze względu na mnie. Domyślał się, że poznanie Katherine było dla mnie bardzo ważne.
- On Ci nic nie zrobi.
Powiedziałam puszczając ją o dziwo nie uciekła, stała w miejscu i uśmiechała się do mnie. Odwzajemniłam jej uśmiech choć uważałam, że spotkanie mnie wcale jej się nie podobało. Może źle myślałam?


- Elijah jakie dał Ci imię?
Zapytała zaciekawiona, wiedziała, że pierwotny wychowa mnie i pokocha jak własną córkę.
- Charlotte Pierce.
Odpowiedziałam w dalszym ciągu uśmiechając, byłam szczęśliwa, że ją spotkałam. Kompletnie zapomniałam o snach, które nawiedzały mnie prawię co noc, w nich Katherine była zimną suką, która cały czas mnie raniła. Nie spodziewałam się, że podejdzie do mnie i mnie przytuli, moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa, czułam jej matczyne ciepło, na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Cieszę się, że Cię poznałam.
Szepnęłam mi do ucha głaszcząc moje błyszczące, lokowane brązowe włosy.

Damon

    Stałem przed posiadłością Mikaelson, kłóciłem się sam ze sobą, rozum kazał odejść, a serce zaś kazało zostać. Musiałem ją zobaczyć choć by na ułamek sekundy, cholernie za nią tęskniłem. Westchnąłem cicho i gdy chciałem zapukać w drzwi usłyszałem za sobą kroki. Odwróciłem się z nadzieją, że to Charlotte, ale niestety ujrzałem jej opiekuna, którego imienia nie za bardzo pamiętam, ale wydaje mi się, że brzmi ono Michael.
- Nie mam jej.
Stwierdził krzyżując ręce na klatce piersiowej, mój widok go nie ucieszył.
- Kiedy wróci?
Zapytałem zaciekawiony, uważnie obserwowałem każdy ruch wampira, który wzruszył ramionami na znak, że nie wiem.
- Poszła szukać Katherine.
Dodał przeciągając się leniwie, każdy jego gest uświadamiał mnie, że nie przepada za mną, choć dałbym sobie jeszcze parę miesięcy temu rękę uciąć, że jest inaczej. Czyżby było to spowodowane wymazaniem z jego pamięci Sophie? Nie wiem i prawdę mówiąc mam to gdzieś.
- Możesz jej powiedzieć, że tu byłem?
- Nie.
Jego odpowiedź mnie zdziwiła, nie spodziewałem się tego.
- Jak sobie chcesz.
Ominąłem go i ruszyłem przed siebie, po paru krokach mężczyzna zastawił mi drogę, nim się zorientowałem dłonią trzymał mnie za szyję przyciskając do drzewa. Był ode mnie silniejszy, ale to nie zmieniało faktu, że nie rozumiałem czemu to robi.
- O co Ci chodzi?
- Trzymaj się z dala od Charlotte jeśli chcesz jeszcze pożyć.
Rzucił mną o pobliskie drzewo i zniknął mi z pola widzenia. To było dziwne, ale nie miałem ochoty na rozmyślanie o tym, teraz mam ważniejsze sprawy na głowie niż powalony stary wampir.

Caroline

    Wiadomość od Klausa, że znaleźli tą jędzę wcale mnie nie cieszyła, będę musiała z nią mieszkać pod jednym dachem. Na samą myśl o tym miałam mdłości i niekontrolowanie przewracałam oczami, to będą najgorsze tygodnie w moim życiu. Wiedziałam, że Charlotte chce spędzić z nią trochę czasu, ale jak dla mnie ona nie była warta jej uwagi w końcu ja jestem o niebo lepsza od niej i to ja za niedługo będę jej macochą, która zadba o nią lepiej niż Pierce. Kiedy drzwi się otworzyły ujrzałam w nich Klausa, a za nim wampirzyce, rozmawiały i uśmiechały się do siebie. Była pewna, że Katherine tylko gra, jej nie zależy na nikim poza sobą, chce by pokazała swoją prawdziwą twarz córce i odwaliła się od mojej rodziny.
- Witaj Kochanie.
Narzeczony ucałował mój policzek uśmiechając się do mnie szeroko, ja zaś uważnie przyglądałam się wrogowi, który stał parę kroków ode mnie. Wolałam mieć ją na oku.
- Charlotte idź z ojcem do góry ja muszę pogadać z Katherine.
Powiedziałam poważnym tonem głosu, o dziwo dwójka posłuchała mnie i opuściła pomieszczenie w którym obecnie się znajdowaliśmy. Musiałam pokazać tej idiotce kto tu rządzi by w przyszłości nie zaczęłam się wywyższać.
- Czego chcesz Caroline?
Zapytała przybliżając się do mnie.
- Jeśli zranisz Charlotte pożałujesz tego, obiecuje, że odeślę Cię z powrotem na drugą stronę wywłoko.
Nie potrafiłam się opamiętać, tak bardzo jej nienawidziłam, że obrażające ją słowa same wychodziły z moich ust.
- Ty mnie?
Zaśmiała się kpiąco i zarzuciła kosmyk niesfornych włosów do tyłu.
- Tak, nie pozwolę Ci zniszczyć tej dziewczyny. Każdy wie, że wcale Ci na niej nie zależy, sprowadzisz ją tylko na złą drogę, a potem uciekniesz, bo w tym jesteś najlepsza.
Mruknęłam złośliwie spoglądając na nią, podeszła do mnie bliżej i przechyliła głowę delikatnie w lewą stronę.
- Nie zachowuj się jakbyś była jej matką. Gdybyś nie wiedziała to ja nią jestem.
Jak zawsze wypowiedziała te słowa wrednie robiąc przy tym swoje sławne i każdemu znane miny. Nic się cholerna kretynka nie zmieniła.
- To, że ją urodziłaś nie znaczy, że nią jesteś tym bardziej, że od razu ją porzuciłaś. Bez skrupułów oddałaś ją Elijah.
Dotknęło ją to choć nie chciała tego po sobie pokazywać.
- Nie wiesz jak było więc się zamknij!
Wrzasnęła na mnie, nic nie powiedziałam tylko pokręciłam głową.


Klaus

    Charlotte leżała na łóżka, a ja siedziałem koło niej, rozmawialiśmy o Katherine, której moje oczko w głowie nie było pewne. Nie wiedziała czy ona chce mieć z nią coś wspólnego czy nie, zadawała mi strasznie dużo pytań na które nie miałem ochoty odpowiadać, dlatego też pomijałem większość i wybierałem te najłatwiejsze.
- Spotkałeś Katherine po tym jak mnie urodziła?
Mógłbym na to pytanie nie odpowiedzieć, ale sam nie wiem czemu chciałem jej opowiedzieć pewną rzecz, która miała miejsce parę lat przed tym jak Pierce zmieniła się w człowieka. Uśmiechnąłem się nikle i zacząłem mówić.

Wspomnienia 

    Od czasu kiedy dowiedziałem się, że Katherine urodziła moje dziecko codziennie rano zastanawiałem się czy moja córka dalej żyje czy umarła. Nie wiedziałem czy pozostała człowiekiem czy została przemieniona w wampira, Elijah nie chciał mi tego zdradzić. Żyłem w nieświadomości, dlatego też szukałem Kat, uważałem, że ona może coś wiedzieć o naszym dziecku, jej pierwotny powiedziałby prędzej niż mi. Choć martwiłem się, że ją wcale ono nie obchodzi. Gdy w końcu udało mi się znaleźć uciekiniera odetchnąłem z ulgą, nudziło mnie już poszukiwanie jej, była dobra w chowaniu się przede mną. Mój informator poinformował mnie, że wampirzyca znajduje się właśnie w miejscowym barze, dodał również, że zahipnotyzowała całą wieś przez co ciężko było ją znaleźć.
Stałem przed małą knajpą, parę minut temu poprosiłem młodego chłopaka by oznajmił Katherine, że ktoś czeka na nią na zewnątrz, bałem się, że uciekła, ale tak się nie stało. Wyszła rozglądając się dookoła siebie, w wampirzym tempie podbiegłem do niej i swoim ciałem przycisnąłem ją do ściany. Nigdy tego nie mówiłem, ale zależało mi kiedyś na niej.
- Klaus...
Wymamrotała patrząc na mnie przerażona, bała się mnie.
- Gdzie jest nasze dziecko?
Przewróciła oczami i pokręciła głową na znak, że nie wie, ja zaś byłem pewny, że mnie okłamuje.
- Kłamiesz!!!
Wrzasnąłem wystawiając w jej stronę swoje śnieżnobiałe kły, westchnęła cicho i zmrużyła powieki. Położyła dłonie na moim torsie, próbowała odepchnąć mnie od siebie, ale poddała się po chwili gdy dotarło do niej, że nie da rady się uwolnić.
- Elijah nie powiedział mi gdzie ją ukrył, on nam tego nie zdradzi nigdy.
Stwierdziła przyglądając mi się uważnie.
- Cały Elijah.
Odsunąłem się od niej, byłem pewny, że zaraz się stąd zmyje, ale pomyliłem się. Stała oparta o ścianę i nic nie mówiła. Patrzyliśmy się na siebie dłuższą chwilę, aż w końcu podeszliśmy do siebie, nim się zorientowaliśmy całowaliśmy się namiętnie.


Godzinę później wynająłem pokój w pobliskim motelu. Kochaliśmy się, ona pragnęła mnie, ja zaś pragnąłem jej. To była ostatnia noc, którą ze sobą spędziliśmy.

Koniec wspomnień.

   Oczywiście nie opowiedziałem Charlotte wszystkiego, pominąłem końcówkę, ona nie musiała o niej wiedzieć. Ważniejsze jest to, że dowiedziała się o moich poszukiwaniach, które trwały bardzo długo. Elijah nigdy nie wspomniał jej o tym, dlatego na początku mnie nienawidziła.
- Kochałeś Katherine?
Zapytała niespodziewanie.
- Nie wiem.
Wzruszyłem ramionami, do dnia dzisiejszego nie byłem w stanie określić moich uczuć do wampirzycy, na początku myślałem, że to zauroczenie, ale później okazało się, że się mylę. Czy mogę nazwać to miłością? Hym... prędzej nazwałbym to pożądaniem.
- Uważasz, że ona naprawdę się mną  nie interesowała?
Westchnęła, a jej mina z poważnej zmieniła się na smutną.
- Nie Kochanie, uważam, że również Cię szukała.
Odgarnąłem jej włosy z twarzy i uśmiechnąłem się szeroko, mam nadzieję, że Kat zależy na Charlotte tak samo jak mi.


Charlotte

     Do mojego pokoju bez pukania wparowała mama, która zmierzyła Klausa i usiadła bez słowa koło mnie na łóżku. Mimo, że moi rodzice nigdy nie będą razem czułam teraz jakby byli ze sobą zawsze, jakbyśmy byli szczęśliwą rodziną. Oczywiście lubiłam narzeczoną ojca, ale ona nie zastąpi mi matki, przy Katherine czułam się szczęśliwa, choć bałam się, że to szczęście zamieni się w rozczarowanie.
- Obgadywaliście mnie?
Zapytała spoglądając raz na mnie raz na hybrydę. Obydwoje w tym samym czasie pokręciliśmy przecząco głową na co brunetka zaśmiała się.
- Widać, że to Twoja córka Niklaus.
Mikaelson wyprostował się dumny z siebie i pocałował mnie w czoło. Ostatnio Elijah powiedział mi, że pierwotny tylko dla mnie jest tak kochany i dla Caro, innych traktuje okropnie. Nie mogę powiedzieć, że tak jest ponieważ nigdy nie widziałam jego złego oblicza.
- Mogę porwać Charlotte? Umówiłam się z Stefanem w Grillu i chciałabym żeby ona poszła ze mną.
Zwróciła się do blondyna o pozwolenie, on kiwną jedynie głową, wstał i zostawił nas same.
- Idziemy zaszaleć.
Podniosła się i zaklaskała. Nie wiedziałam czy cieszy się na spotkanie ze Stefanem czy na spędzenie czasu ze mną. Leniwie wstałam z łózka i poszłam za nią.

   Po pół godzinie byłyśmy już na miejscu, gdy weszłyśmy do środka zauważyłam Damona siedzącego z Eleną przy barze. Ona uśmiechała się do niego słodko i szeptała mu coś do ucha, zacisnęłam ręce w pięści, miałam ochotę wyrwać jej serce lub spalić ją na stosie. Z zamyśleń wyrwał mnie Stefano, który przytulił mnie na powitanie i cmoknął w policzek, Kat skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i pokręciła niezadowolona głową.
- Pomyliłem się prawda? Wyglądacie tak samo, polokowane włosy, mocny makijaż, wyzywający strój, ciężko was rozróżnić.
Podrapał się zakłopotany po karku, wampirzyca szturchnęła go lekko i złożyła malutki pocałunek na jego ustach. Czyżby kręcili ze sobą?
- Nie dziw się to moja córka.
Uśmiechnęła się do mnie i złapała mnie za nadgarstek, pociągnęła w stronę baru. Zamówiła dwie szklanki swojego ulubionego trunku, za którym przepadał również Stefan i szklankę whisky dla mnie. Kątem oka spoglądnęłam na cholerną parę, której widok sprawiał, że mojego martwe serce krwawiło. Ujęłam dłonią szklankę i wypiłam ją jednym duszkiem, poprosiłam o dolewkę i ją dostałam. Katherine patrzyła się na mnie, ale potem przeniosła wzrok na Damona i jego miłość, skrzywiła się gdy czarnowłosy pomachał do niej, zarzuciła włosy do tyłu i udała się do stolika, który zajął Salvatore, westchnęłam i powędrowałam za nią. Usiadłam i przez długi czas nie odzywałam się tylko popijałam mój ukochany alkohol, co jakieś pięć minut mój wzrok wędrował na mojego ukochanego, w końcu nie wytrzymałam i wstałam.
- Idę się przewietrzyć.
Powiedziałam i zaczęłam iść, postanowiłam udać się na dach.

Stefan

     Mina Kat była zupełnie inna niż zawsze, oglądnęła się za córką i westchnęła. Ja i ona doskonale wiedzieliśmy dlaczego wampirzyca wyszła, nie chciała patrzeć na Damona, którego Elena starała się cały czas uwieść. Wiedziałem doskonale, że mój barat kocha Charlotte, ale ona wierzyła, że oddał swoje serce Gilbert. Popatrzyłem się na Pierce i powiedziałem.
- Ona cierpi.
Bawiłem się szklanką, która była do połowy pełna, myślałem, że Katherine nie zareaguje na to co powiedziałem, ale pomyliłem się.
- Wiem, Elena zawsze wpierdala się tam gdzie jej nie chcą.
Stwierdziła spoglądając na swojego sobowtóra, który bawił się wspaniale. Brunetka uchyliła usta i przyłożyła do nich wskazujący palec, oznaczało to, że jest jej niedobrze jak się na nich patrzy.
- Zależy Ci na córce?
Spytałem zaciekawiony.
- Nie wiem.
Wzruszyła ramionami po czym podniosła szklankę i opróżniła ją. Wydaje mi się, że jej zależy mimo tego co mówi.


Damon

    Starałem się ze wszystkich sił rozmawiać z Eleną, ale nie wychodziło mi to. Ciałem byłem koło niej, a myślami zupełnie gdzie indziej, chciałem jej powiedzieć ile znaczy dla mnie Charlotte, ale nie wiedziałem jak. Nie zwracałem uwagi na jej słodkie słówka i próbę flirtowania ze mną, cholera muszę pogadać z moją ukochaną, nie mogę dłużej bez niej żyć.
- Elena ja ją kocham.
Powiedziałem prosto z mostu nie owijając w bawełnę. Wampirzyca skrzywiła się i upiła łyk piwa, miała zamiar mi coś powiedzieć.
- Wiedziałam, że to przez nią mnie odpychasz.
Mruknęła wpatrując się w butelkę, która trzymała w dłoni, okłamywanie jej, że tak nie jest pogorszyłoby tylko sprawę.
- Gdy umarłaś byłem załamany, cały czas piłem, zabijałem niewinnych ludzi. To się zmieniło gdy poznałem Charlotte, dzięki niej znów chciałem żyć.
Dzień w którym ją poznałem zmienił moje życie o sto osiemdziesiąt stopni, nic już nie było takie samo. Cieszyłem się, że los postawił ją na mojej drodze, że dał mi jeszcze jedną szansę na bycie lepszym.
- Może to nie miłość tylko wdzięczność za ocalenie Damon.
Dziewczyno Ty siebie słyszysz? Jak możesz mylić miłość z wdzięcznością, nie rozumie Cię.
- To miłość Elena.
Powiedziałem stanowczo, na co ona odpowiedziała.
- Będę o Ciebie walczyć, nie poddam się.


- Muszę iść.
Wstałem i udałem się do stolika Stefana i Kat, gdy tam dotarłem pochyliłem się nad bratem i zapytałem.
- Gdzie Charlotte?
On podniósł tylko rękę i palcem serdecznym wskazał sufit, nie wiedziałem o co mu chodzi z tym i kiedy miałem o to zapytać odezwała się Pierce.
- Jest na dachu, nie spieprz tego.
Kiwnąłem głową na znak dziękuję i bez namysłu ruszyłem w stronę schodów, które prowadziły na dach. Wszedłem po nich i otworzyłem ciężki metalowe drzwi, ujrzałem stojącą i patrzącą się przed siebie wampirzycę, uśmiechnąłem się pod nosem, stanąłem koło niej. Przechyliła delikatnie głowę by na mnie spoglądnąć, jej wyraz twarzy nie zdradzał żadnych emocji, nie wiedziałem czy jest smutna czy radosna.
- Możemy porozmawiać?
Zapytałem niepewnie, ona jedynie gestem dłoni kazała mi powiedzieć to co mam do powiedzenia.
- Ja i Elena to przeszłość, nie kocham jej.
Miałem nadzieję, że mi uwierzy, chciałem być z nią już zawsze.
- Sam mi powiedziałeś, że ją kochasz.
Powiedziała krzywiąc się tak samo jak Katherine, widać było, że jest jej córką. Były do siebie strasznie podobne, ale mimo wszystko Charlotte była bardziej uczuciowa niż jej matka.
- Kłamałem ponieważ nie chciałem byś żałowała, że nie pojechałaś z ojcem.
Błagam uwierz mi, błagam Cię.
- Więc zdecydowałeś za mnie?
Warknęła wściekła, nie podobało jej się to, Stefan miał rację powinienem poczekać na jej decyzję, a nie podejmować ją sam.
- Chciałem byś była szczęśliwa.
Wiem spieprzyłem wszystko, ale chce to naprawić, naprawdę mi na tobie zależy, jesteś dla mnie wszystkim. Nie odezwała się tylko pokręciła zawiedziona głową, ja zaś powiedziałem.
- Kocham Cię.
- Więc przestań!!!
- Nie mogę!!!
Odkrzyknąłem jej i nie myśląc długo złączyłem nasze usta, na początku opierała się i nie chciała odwzajemnić pocałunku, ale po chwili to zrobiła. Objąłem ją w tali i zacząłem całować dziko i namiętnie, nasze języki tańczyły ze sobą. Brunetka zarzuciła mi ręce na szyję, a ja z jej tali zjechałem na jej pośladki i ująłem je w dłonie. Ten pocałunek świadczył o tym, że mnie kocha tak samo jak ja ją.


________

Możecie zadawać pytania na asku bohaterom, tylko najpierw napiszcie do kogo kierowane jest owe pytanie. :) 

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. 
Nie działo się w nim nic za bardzo ciekawego, ale wydaje mi się, że wyszedł mi dobrze. 
Pozdrawiam was i życzę miłego czytania. 

Chciałabym was również zaprosić na mojego tumblr na którym znajdują się gify z opowiadania i zwiastunów, które wykonałam. :)